Tandeta

Włodzimierz Bolecki

Częsty epitet w opisach Schulza, odnoszący się do ludzi, natury, materii nieożywionej, wyglądu (stylu) miasta etc. Oznacza najczęściej złą jakość, pozagatunkowość (formy natury), sztuczny materiał w prze­ciwieństwie do naturalnego, „taniość”, złe wykonanie. Tandeta jako cecha stylu ulic miejskich dotyczy ich wyglądu (tandetne towary na wystawach) i charakteryzuje się brakiem kolorów („bezbarwna wege­tacja tandetnej, lichej pretensjonalności”) albo jest dokładnym zaprzeczeniem bezbarwności, gdyż oznacza pstrokaci­znę, niezharmonizowaną wielość kolorów i towary złej jakości. W tych ostatnich Schulz dostrzega swoisty „czar tandety”, który jest także składnikiem wykładanej przez Ojca bohatera, Jakuba, filozofii materii. Mówi on: „porywa nas, zachwyca taniość, lichota, tandetność mate­riału. Czy rozumiecie głęboki sens tej słabości, tej pasji do pstrej bibułki, do papier-mache, do lakowej farby, do kłaków i trociny?” (Trak­tat o manekinach albo Wtóra Księga Rodzaju, w: B. Schulz, Opowiadania. Wybór esejów i listów, oprac. J. Jarzębski, wyd. 2, przejrzane i uzupełnione, Wrocław – Warszawa – Kraków 1998, BN I 264, str.  37-38).

Pojęciem „tandety” Schulz posłużył się w charakterystyce powieści Ferdydurke Gombrowicza, pisząc: „Nie ma tak odpadkowych, przezwyciężonych ideologii, tak tandetnych i śmietniskowych form, które by tu jeszcze zawsze nie miały kursu i nie cieszyły się debitem. (…) Znamy już miejsce, gdzie leży to laboratorium form, ta fabryka sublimacyj i hierarchij. jest nim kloaka niedojrzałości, dziedzina hańby i wstydu, niedopasowań i niedociągnięć, żałosny śmietnik kultury, pełen czerepów, tandetnych, szmacianych i słomianych ideologij, dla których nie ma nazwy w języku kulturalnym. (…) Ten demonolog kultury, ten zażarty tropiciel kłamstw kulturalnych, jest im [formom] zarazem w jakiś dziwny sposób zaprzedany, rozmiłowany w ich tandetnym uroku patologiczną i nieuleczalną miłością. Jest to miłość do ludzkiego, do śmiesznej, nieudolnej i wzruszającej w swej bezradności kreatury, nie mogącej sprostać nienasycenie wymagającej formie. Niedopasowania, potknięcia i kalambury formy, tortury człowieka na jej prokrustowym łożu ekscytują go i pasjonują namiętnie” (Ferdydurke, w: B. Schulz, Szkice Krytyczne, oprac. i posłowie M. Kitowska-Łysiak, Lublin 2000, str. 96-98). Wszystkie określenia użyte przez Schulza Gombrowicz uznał później w swoim Dzienniku za wyjątkowo trafne.


Hasło pochodzi ze „Słownika schulzowskiego”. Opracowanie i redakcja: Włodzimierz Bolecki, Jerzy Jarzębski, Stanisław Rosiek. Gdańsk: słowo/ obraz terytoria, 2003, str. 382.