Historie rodzinne (w prozie Brunona Schulza)

Ewa Świąc

Nogi ojca

W postaci Jakuba odbija się biograficzny ojciec Schulza – Jakub, rozdarty między mieszczańskim obowiązkiem (bycia głową rodziny, prowadzenia sklepu) a aspiracjami „duchowymi”, starzec (takim go zapamiętał Bruno, późne dziecko Schulzów). To on staje się postacią osiową, wokół której budowana jest fabuła opowiadań zebranych w tomach Sklepy cynamonowe i Sanatorium pod Klepsydrą, on też patronuje wczesnym latom bohatera-narratora. Dla Józefa utraconą arkadią dzieciństwa, Bachelardowską „studnią bytu” jest świat „sprzed matki”:

„To było bardzo dawno. Matki jeszcze wówczas nie było spędzałem dni sam na sam z ojcem, w naszym, wielkim wówczas jak świat, pokoju. Pryzmatyczne kryształki zwisające z lampy napełniały pokój rozproszonymi kolorami, rozpryskaną po wszystkich kątach tęczą i gdy lampa obracała się na swych łańcuchach, wędrował cały pokój fragmentami tęczy, jak gdyby sfery siedmiu planet przesuwały się kręcąc przez siebie. Lubiłem stawać między nogami ojca, obejmując je z obu stron, jak kolumny. (…) Potem przyszła matka i wczesna ta jasna idylla skończyła się. Uwiedziony pieszczotami matki, zapomniałem o ojcu.”9

Fantazja Józefa czerpie z mitu10 – prywatnego, ale wzmacnianego mitem uniwersalnym. Rajskość przywoływanego świata kończy się wraz z pojawieniem się Ewy, a wraz z nią tego, co kulturowo skojarzone zostało z kobiecością (cielesność, natura, osadzenie w codziennym, praktycznym, przestrzennym, naśladownictwo, emocjonalność, czy – w wersji Weiningerowskiej a realizujący się w postaci Adeli – antyintelektualizm). Świata, można dodać, którego być może nigdy nie było. Pewność Józefa co do niepewnego wydaje się dość zagadkowa – nie można bowiem o zdarzeniach z odległej przeszłości mówić z taką stanowczością, mając wiedzę na temat deformującej pracy pamięci (a Józef-narrator takową posiada11). Opowieści te spełniać więc będą określone potrzeby bohatera, osobisty mit odpowiadać będzie „przekształconym pozostałościom wyrosłej z pragnień fantazji”12. Jakub, poddany idealizacji (np. uwznioślające, biblijne: „ojciec mój”), zamieszkiwać będzie przestrzeń mitu – utraconej przeszłości, której ślady będzie Józef próbował odnaleźć. Cechom, właściwościom, mocom przypisanym ojcu, żaden człowiek, sprostać nie jest w stanie – Józef sprowadza bowiem świat (wraz z całym jego bogactwem, jego pełnią) do przestrzeni pokoju, a dalej do przestrzeni między nogami ojca. Nogi stają się tu symbolicznym Kosmosem, pełnią, światłem, wszystkim, aczkolwiek, w bezpiecznych ramach (syn opiera się o nogi jak o kolumny)13. Świat ten, złożony z wszystkich barw, będzie próbował odzyskać Józef w szaleństwie rysowania, w pogoni Wiosny – odzyska zaledwie jego odpryski: znaczki markownika. Tak zapamiętana postać ojca staje się figurą, której cechy w jego ludzkiej/realnej postaci trudno będzie rozpoznać.

Najważniejszym doświadczeniem Józefa w związku z ojcem będzie poczucie braku. W pierwszej odsłonie (Sierpień) ojciec określany jest poprzez swą nieobecność: to ten, którego nie ma, który nie chroni – porzuca syna na pastwę niebezpieczeństw lata-kobiecości. W kolejnych – zatracający się w przedmiotach swej fascynacji, ojciec-ptak, lekceważący ziemię i jakiekolwiek związki z nią, zajmujący przestrzeń pod sufitem; jego nogi zostają wyparte przez skrzydła. W finale – nogi Jakuba, rozgotowane, odpadające nogi raka, są jak gorzka drwina wobec tych fantazmatycznych. Niewydolność ojca sprawia, iż Józef staje się łatwym łupem kobiecości, uwiedziony i przytrzymany przez matkę (oraz Adelę). Nogi fantazmatyczne zastąpią te mocno stąpające po ziemi, mimo chwiejności pantofla. Odtąd ową stałą, ludzkim constans będzie w życiu bohatera kobiece a nie męskie. Podszyte jednak niepokojem – pantofel bowiem podlega erotyzacji, mimo że będzie ona niejasna, a fascynacja jaką wzbudza – ambiwalentna. Pantofel, przeobrażający się na stopie Adeli w węża, przypomina o utracie, jej zasadność potwierdza odkrycie „Autentyku” w tymże bucie przez Szlomę14. Przylgnięcie do kobiecości, do ziemi, pewnej i bezpiecznej, dokonuje się jednak za cenę utraty odrębności, co może tylko wzmocnić ambiwalencję wobec matki (dialektyka złości/lęku i pragnienia, ruch „od” i „do” jednocześnie), tym samym tęsknotę za utraconym-nieobecnym, nie mającym dość mocy, by rozluźnić symbiotyczną jednię matka-syn.


9. B. Schulz, Księga, [w:] Tegoż, Sklepy cynamonowe…, s.136.


10. O kategorii mitu w twórczości Schulza pisze W. Bolecki, Poetycki model prozy w dwudziestoleciu międzywojennym. Z dziejów form artystycznych w literaturze polskiej, Wrocław 1982, s. 171-184.


11. „Jeżeli na darmo próbuję odgadnąć jej wciąż wymykający się sens, to winę ponoszą tu zapewne luki mej pamięci, ślepe plamy snu, które usiłuję wypełnić domysłem, supozycją, hipotezą”. B. Schulz, Mój ojciec wstępuje do strażaków, [w:] Tegoż, Sklepy cynamonowe…,s.243. W innym miejscu: „Już wówczas jednak nie umiałbym był powiedzieć, czy obrazy te zaszczepiły mi opowiadania Adeli, czy też sam byłem ich świadkiem”. B. Schulz, Karakony, [w:] Tegoż, Sklepy cynamonowe…, s. 113.


12. S. Freud, Pisarz a fantazjowanie, przeł. M. Leśniewska, [w:] S. Skwarczyńska, Teoria badań literackich za granicą, Kraków 1974, s. 516.


13. „Kojąca styczność z ojcowskim ciałem jest więc dotknięciem kamienia. Kolumny mogą poprzez asocjacje z antykiem uchodzić za symbol zachodniej kultury. Odwołując się do kategorii Irigaray i Deleuze’a można również stwierdzi, że metafora kolumn wskazuje na tendencję kultury judeo-chrześcijańskiej do negowania, opatrywania zakazem i zamykania w sztywne formy (w sztuce są to często statuy czy lalki) wszystkiego, co cielesne, żywe i zmysłowe (kojarzone z kobiecością). Nogi jako kolumny symbolizują jednak również mocną, niewzruszoną (jeszcze) pozycję wszechmocnego Ojca”. B. Helbig-Mischewski, Między omnipotencją a niemocą, gloryfikacją a denuncjacją. O rozpadzie porządku Ojca i masochizmie w twórczości Brunona Schulza, przeł. G. Matuszek, „Przestrzenie teorii” 2007, s. 268.


14. Dwugłos. Ekscytację Józefa dzielącego się odkryciem świetlistego Apokryfu gasi Szloma, kontemplujący kształt pantofla: „te linie są nieodparte, wstrząsająco trafne, ostateczne i uderzają jak błyskawica w samo sedno rzeczy”. Zob. B. Schulz, Genialna epoka, [w:] Tegoż, Sklepy cynamonowe…, s. 161.