Republika marzeń

Michał Paweł Markowski

7/

Rzeczywistość u Schulza nie ma stałego charakteru, to jasne. Ale rzeczywistość jest także sztuczna, nigdy naturalna, nigdy nie istnieje sama w sobie, niezależnie od ludzkiej interwencji, niezależnie od jej instytucjonalizacji. O „Ulicy Krokodyli” Schulz pisze tak: „Ta rzeczywistość jest cienka jak papier i wszystkimi szparami zdradza swą imitatywność. Chwilami ma się wrażenie, że tylko na małym skrawku przed nami układa się wszystko przykładnie w ten pointowany obraz bulwaru wielkomiejskiego, gdy tymczasem już na bokach rozwiązuje się i rozprzęga ta zaimprowizowana maskarada i, niezdolna wytrwać w swej roli, rozpada się za nami w gips i pakuły, w rupieciarnię jakiegoś ogromnego pustego teatru. Napięcie pozy, sztuczna powaga maski, ironiczny patos drży na tym naskórku. Ale dalecy jesteśmy od chęci demaskowania widowiska”.

Rzeczywistość się nieustannie sama rozprzęga, rozwiązuje i odsłania swoją sztuczność. Schulz powiada wyraźnie: rzeczywistość jest sztuczna, zrobiona, i – co najważniejsze – tymczasowa. Występujemy wszyscy w teatrze, który sami budujemy każdego dnia i który trwa tylko dlatego, że w jego istnienie wierzymy. Tymczasem, gdybyśmy dobrze się przyjrzeli, zobaczylibyśmy łatwo pakuły, gips, rupiecie, wyglądające zza fasady. Widzieć tę sztuczność a demaskować ją, denuncjować – o, to dwie różne sprawy.

Dalecy jesteśmy od chęci demaskacji naszego teatrzyku, albowiem nic nie mamy w zamian, za jego fasadą nie ukrywa się nic, co do teatru by nie należało, widowisko nie przedstawia niczego innego, co nie miałoby ludzkiego, ironicznego charakteru. Rzeczywistość jest sztuczna nie dlatego, że za nią ukrywa się prawda i natura, lecz dlatego, że jest rezultatem arcyludzkiej sztuki, za którą rozciąga się jedynie wielki obszar spraw i zdarzeń głęboko nieludzkich.

8/

Nieludzkich, czyli jakich? Oczywiście najszybciej wskazujemy na świat zwierząt, pozbawionych ludzkich pragnień i przymiotów. Egzotyczne ptaki hodowane przez Ojca, karakony – to powszechnie znany repertuar Schulzowskiego bestiarium. Ale zwierzęta u Schulza nie pochodzą stamtąd, z nieludzkiej strony, lecz odwrotnie – do człowieka się garną i człowieka w swój świat chętnie przyjmują.

Nieludzkie u Schulza nie jest ulokowane po stronie zwierząt, lecz całkiem gdzie indziej. W opowiadaniu „Nawiedzenie” Ojciec zapada na zdrowiu i przestaje stopniowo uczestniczyć w życiu rodziny. „Wyzbyty jakby zupełnie cielesnych potrzeb, nie przyjmując tygodniami pokarmu, pogrążał się z dniem każdym głębiej w zawiłe i dziwaczne afery, dla których nie mieliśmy zrozumienia. Niedosięgły dla naszych perswazji i próśb, odpowiadał urywkami swego wewnętrznego monologu, którego przebiegu nic z zewnątrz zmącić nie mogło”.

W końcu syn-narrator pisze. „Przestaliśmy po prostu brać go w rachubę, tak bardzo oddalił się od wszystkiego, co ludzkie i co rzeczywiste. Węzeł po węźle odluźniał się od nas, punkt po punkcie gubił związki łączące go ze wspólnotą ludzką”. .

Ojciec przechodzi na stronę Nieludzkiego, gdy oddala się od wspólnoty, gdy zapada się w sobie, gdy milczy, gdy zaczyna pogardzać swoim ciałem i jego potrzebami. Nie przechodzi na inną stronę, ani na stronę zwierząt, ani stronę aniołów, lecz po prostu osuwa się powoli w nieistnienie i pozostawia za sobą jedynie „trochę cielesnej powłoki” i „garść bezsensownych dziwactw”. Ojciec nie umiera, lecz zamyka się w sobie, tym samym zamykając się przed światem. Jeśli to, co rzeczywiste dla Schulza, jest wyłącznie tym, co ludzkie, to nieludzka sfera milczenia, w jakiej zanurza się ojciec, jest całkiem nierzeczywista.

Schulz powiada wyraźnie: nierzeczywiste jest to, czego ludzie nie mogą między sobą podzielić. Co z tego podziału wypada, wypada poza krąg ludzkich spraw, poza granice ludzkiego teatru, poza literaturę.