Republika marzeń

Michał Paweł Markowski

3/

W niewielkim szkicu „Powstają legendy”, z 1935 r., poświęconym Piłsudskiemu, którego wprawdzie nie wymienia z nazwiska, lecz porównuje z Napoleonem, Schulz mówi o konfrontacji wielkiego ducha z „duchem małości”, który nie spocznie, aż wszystkiego nie pojmie, nie przyswoi, nie przykroi na swoją miarę. Ta „żarliwa, podziemna praca małości” jest losem ludzi nowoczesnych, którzy uwierzyli, że wszystko jest na przeciętną miarę.

Następujący fragment dobrze opisuje proces, który Max Weber trafnie nazwał „odczarowaniem świata”: „Nastała restauracja małości. Z ulgą restytuowano przeciętność, przywrócono zasadę zrozumiałości, racjonalizmu. Podzielono cały obszar życia, rozkawałkowano, poddano kontroli. Proklamowano niemożliwość wielkości, obwieszczono jej niepotrzebność. Wysunięto nieosobowy proces dziejowy, cyfry i statystykę”. Jeśli nowoczesność zgodziła się na swoją miałkość, to wielkość jest zdecydowanie antynowoczesna. Domaga się porzucenia „metod codziennego myślenia” i cofnięcia się „do głębszych rezerw”.

Wielkość, podpowiada Schulz, domaga się nowego języka, który nigdy nie uchwyci swojego przedmiotu i zawsze będzie tylko „wybiegiem”. Nazwą tego wybiegu, tej nieudolnej sztuczki jest interpretacja. Schulz ma jednak inną nazwę. Jest to legenda.

4/

Słowo to w polszczyźnie kojarzy się niepoważnie. Legendy to przecież mity, bajki, klechdy, które opowiada się dzieciom albo znudzonym turystom. Jest jednak taki nurt literatury polskiej, która bardzo legendę dowartościowuje. W 1910 roku pisał na przykład o legendzie Leśmian tak: „Jest ona narzędziem, za którego pomocą najłatwiej i najdokładniej wspomina się i utrwala to, co naprawdę istniało”. I dodawał: „poprzez legendę bowiem widzimy wszystkie barwy tęczy, zatajonej w duszy jej bohatera. I kto odrzuca legendowość – ten odrzuca duszę, pozostawiając dla swych badań fakt nagi, a raczej fakt pusty, nie mówiący o sobie nic oprócz tego tylko, że stał się i przeminął”.

Dla Leśmiana legenda to instrument duszy, która wytycza dla siebie punkty orientacyjne w przeszłości. Nie ma zwykłych, nagich albo twardych faktów: to, co minęło, ma sens tylko dlatego, że jest przepuszczone przez pryzmat nowego odczytania. Leśmian i Schulz są zgodni: legenda pozwala przemówić i przeszłości, i wielkości. Bez snucia rozmaitych historyjek i opowiastek, bez rozstawiania reflektorów, rzucających nowe światło na to, co pozornie znane, rzeczywistość milczy, zakneblowana na zawsze płaską mową. Przemawia natomiast wtedy, gdy dotknie jej odświętny język literatury.

To samo zjawisko dotyczy krytyki literackiej: nie istnieją wyraziste legendy o Schulzu, wielkie pióra milczą na jego temat, nikt się z Schulzem nie wadzi. Wszyscy natomiast starają się Schulza zrozumieć i poddać kontroli.