Materia tożsamości – tożsamość materii.

Żaneta Nalewajk

W nieustannym rodzeniu i niszczeniu poszczególnych form manifestuje się pragnienie istnienia prajedni, która, podobnie jak materia u Schulza, dzięki ciągłym metamorfozom wymyka się prawu śmierci. Co więcej, antynomiczne jakości, takie jak rozkosz i ból, rozpatrywane z tego punktu widzenia podlegają relatywizacji, okazują się wymienne, tożsame. Ból utraty „ja” staje się rozkoszą  z powodu możliwości roztopienia się w tym, co ponadczasowe, dezorganizacja tożsamości osobowej nie skazuje na absurd przemijania. Tu śmierć nigdy  nie dochodzi do skutku, nie jest definitywna, traci znamiona ostateczności.  Na tak zarysowanym tle można próbować wyjaśnić, dlaczego rzekomo umarły Ojciec powraca w opowiadaniach Schulza jako kondor i krab, innym razem (jak w opowiadaniu Ptaki) ta postać zlewa się z motywami arabesek na ścianie. Bohater wraca niczym „duch potępiony”, za każdym razem objawia się w zmienionej postaci, staje się manifestacją jednorodnej materii, która pragnie wcielać się w nowe kształty, czasami uczłowiecza się, innym razem przybiera formę roślinną lub zwierzęcą. Wspomniana postać obrazuje swoim literackim istnieniem zasadę, zgodnie z którą „wędrówka form jest istotą życia”18, natomiast formy podlegają nieustannym przemianom i wymianom, polegającym na niszczeniu jednego stanu i tworzeniu kolejnego, natomiast samo życie  nie kończy się nigdy. W prozie Schulza ów pęd stawania się, płodzenia i destrukcji, „wiekuiste życie woli”19 okazują się tragiczne, natomiast aspiracje bohaterów literackich do długiego trwania w jednostkowym kształcie i nieustanne poszukiwanie metafizycznej sankcji dla własnej efemeryczności jawią się jako błazeńskie, ironicznie nieadekwatne.

Trzeba również zauważyć, że Schulzowskie postaci ujawniają swoją tożsamość z materią za pośrednictwem tendencji do wrastania w ożywioną przestrzeń, wnikania w jej jednorodność:

„O tej wczesnej godzinie Ojciec mój, nie mogąc już znaleźć snu, schodził ze schodów, obładowany księgami, ażeby otworzyć sklep znajdujący się na parterze kamienicy. Przez chwilę stał w bramie nieruchomy, wytrzymując z przymkniętymi oczyma potężny atak ognia słonecznego. Osłoneczniona ściana domu wciągała go słodko w swą płaskość zniwelowaną błogo, wygładzoną do zaniku. Na chwilę stawał się Ojciec płaskim, wrośniętym w fasadę i czuł, jak ręce rozgałęzione, drżące i ciepłe, zabliźniają się płasko wśród złotych sztukateryj fasady. (Iluż Ojców wrosło już tak na zawsze w fasadę domu o piątej godzinie rano, w chwili, gdy zstępowali z ostatniego stopnia schodów. Iluż Ojców stało się w ten sposób na zawsze odźwiernymi własnej bramy, płasko rzeźbionymi na framudze, z ręką na klamce i twarzą rozwiązaną w same równoległe i błogie bruzdy, po których potem wodzą miłośnie palce synowie, szukając ostatnich śladów Ojcowskich, wtopionych już na zawsze w uniwersalny uśmiech fasady). Ale potem odrywał się ostatkiem woli, odzyskiwał trzeci wymiar i, znów uczłowieczony, uwalniał okute drzwi od kłódek i sztab żelaznych” (Ms, s. 244).

W opowiadaniu Martwy sezon Ojciec zatraca człowieczeństwo. Jego ciało przestaje być integralne, wtapia się w materię, która, jak czytamy w opowiadaniu, wchłaniając, niwelując stopniowo indywidualność postaci, niczym zraniona skóra zabliźnia się powoli. Ta blizna to ślad po jednostkowym istnieniu.

Niejednoznaczność ontologicznej przynależności bohaterów do któregoś  z gatunków istnień sprawia, że egzystują oni na podobieństwo hybryd. W głębszym sensie ten stan wskazuje na tożsamość postaci z materią. Istota Schulzowskich postaci literackich jest paradoksalna. Poddane prawu przemiany cechują się dynamizmem, nie mają esencji. Niczym starożytne hybrydy, które w opowieściach mitycznych i ikonografii jawiły się jako twory chaosu „wyrażające jedność przed indywidualizacją bytów”20, są równocześnie jednorodne i polimorficzne. Nietożsamość wynikająca z niestałości poszczególnego kształtu okazuje się dla nich konstytutywna. W ich przypadku można mówić jedynie o tożsamości na poziomie preindywidualnym. Skłonnością do różnopostaciowości, przepoczwarzania się, potencjalności formy manifestują współistnienie przeciwieństw. Nie dziwi więc, że na kartach prozy Schulza twarz postaci, gdy „rozchodzi się zamyśloną lineaturą zmarszczek”, staje się „podobna do sęków i słojów starej deski, z której zheblowano wszystkie wspomnienia” (TOM D, s. 47), „wygarbowana żona nieboszczka” okazuje się „dywanem pod stołem”, zamordowana kochanka „lampą-meluzyną” (TOM D, s. 47) – ozdobnym żyrandolem-pająkiem, przybierającym jednocześnie postać kobiety trzymającej świecznik w wyciągniętych dłoniach21, włóczęga-pijak jest zgarbionym jak goryl „Panem bez fletu” (Pan, s. 57-58), istotą łączącą w sobie cechy boskie, ludzkie i zwierzęce, podobnie zresztą jak wariatka Tłuja z opowiadania Sierpień. Adela jawi się jako szalejąca Menada lub Pomona, fizjonomia Ojca kojarzy się z wyglądem „starego nastroszonego lisa” (Sc, s. 61) lub skorpiona; dzięki użyciu zrealizowanej metafory bohater zachowaniem przypomina natrętną muchę (Ms, s. 252) lub mysz (Ms,s. 247). Dorożki, ale też i ludzie, za pośrednictwem upodabniającej mocy porównania, zmieniają się w „drzemiące kraby lub karakony” (Sc, s. 71), tłum przeistacza się w „korowód marionetek” (UK, s. 81), zgraję „poliszynelów i arlekinów” (Nws, 108), dzieci „naindyczają się” niczym ptaki, „wykogucają się w głupią kogucią maskę, czerwoną i piejącą, w kolorowe jesienne maszkary, fantastyczne  i absurdalne (Nws, s. 102)”, subiekci przepoczwarzają się w „ślepą, wełnianą trzodę”, „falujące kadłuby bez głowy przy wodopoju”, groźny pies na łańcuchu w człowieka (SpK, s. 287-288). Podlegające licznym transformacjom postaci literackie pozostają jednak rozpoznawalne, ich nowe wcielenia zachowują ślady dawnego kształtu, stąd ich hybrydyczność: tapety imitują „drgawki tiku” Ojca, a futro, które nosił zrobione ze „zwierzątek wkąsanych w siebie i wszytych”, pomimo zniknięcia bohatera porusza się, oddycha, drga, jakby było narzucone na ciągle żywe ciało.

Wydaje się, że w opowiadaniach Schulza Ojciec jest jedyną postacią, która świadomie porzuca jednostkową formę, wyzbywa się w końcu lęku przed utratą tożsamości, zaczyna żywić „bezgraniczną pogardę” dla principium indiwiduationis, „tej naczelnej ludzkiej zasady” (Kom, s. 356). Bohater przejawia „namiętne zainteresowanie dla zwierząt” będące znakiem „głębszej, zoologicznej sympatii kreatury dla pokrewnych, a tak odmiennych form życia”. Pokrewieństwo między Ojcem a innymi gatunkami manifestuje się w opisach, w których powracają motywy ślepoty, niewidzących spojrzeń („oczy zachodzą ojcu mgłą bielma”, podobnie jak ptaki mają „ślepe bielmem zarośnięte głowy”, przypominają „wywabione z nicości ślepe pęcherze”, określane są mianem „narośli życia pnących się omackiem ku światłu”, nazywane „ślepymi pączkami życia” [P, s. 23]). Wspólna okazuje się również tendencja do przybierania monstrualnych kształtów. Natomiast w przypadku innych postaci, ciekawość, jaką wzbudzają w nich zwierzęta, okazuje się „zamaskowanym głosem samopoznania” (Nm, s. 50):

„Zwierzęta! – czytamy w opowiadaniu Nemrod – to cel nienasyconej ciekawości, egzemplifikacje zagadki życia, jakby stworzone po to, by człowiekowi pokazać człowieka” (Nm, s. 50).

Narrator dostrzega w zachowaniach Nemroda ślady sieroctwa, bezsilności, niezgrabności ruchów, nieporadności w próbach „zapełnienia czymś pustki życia pomiędzy sensacjami posiłków”. Urokliwe stworzenie, ten „kłębek drżący” objawia swoją egzystencją bezplanowość i niekonsekwencję działań, skłonność do „irracjonalnych napadów nostalgii”, wysiłek odsuwania na dalszy plan obrazu „macierzystej prajedni” i godzenia się z „eksperymentem życia” (Nm, s. 52). Nemrod, podobnie jak i inne inkarnacje materii, obdarzony jest pamięcią ciała, reaguje instynktownie, automatycznie, aż wreszcie:

„zaczyna rozumieć, że to, co mu się tu podsuwa, mimo pozorów nowości jest w gruncie rzeczy czymś, co już było – było wiele razy – nieskończenie wiele razy. Jego ciało poznaje sytuacje, wrażenia i przedmioty. (…). W obliczu każdej nowej sytuacji daje nura w swoją pamięć, w głęboką pamięć ciała, i szuka omackiem, gorączkowo – i bywa, że znajduje w sobie odpowiednią reakcję już gotową: mądrość pokoleń, złożoną w jego plazmie, w jego nerwach. Znajduje jakieś czyny, decyzje, o których sam nie wiedział, że już w nim dojrzały, że czekały na to, by wyskoczyć ” (Nm, s. 52).\

W ten sposób za pośrednictwem cielesności objawiają się pozostające poza kontrolą świadomości treści preindywidualne. Ciało skupia w sobie impulsy, które poprzedzają to, co osobnicze. Pamięć ciała, kumulująca pozaracjonalną wiedzę na temat bodźców, na które napotkali przodkowie i możliwych reakcji na nie, wskazuje na głęboki, nierozerwalny związek poszczególnych form istnienia z pierwotną substancją, staje się manifestacją ciągłości życia, jego tożsamości w zmienności, podobieństwa w różnicy.


18. B. Schulz, Bruno Schulz do St. I. Witkiewicza [w:] Idem, Opowiadania. Wybór esejów i listów, op. cit., s. 477.


19. F. Nietzsche, Narodziny tragedii albo Grecy i pesymizm, op. cit., s. 124.


20. Zob. na ten temat: J. Żak-Bucholc, Część i całość, czyli starożytne hybrydy [w:] „Albo albo. Problemy psychologii i kultury” 2002, nr 2, s. 60-67. „Hybris po grecku znaczy »potworność« – w znaczeniu nie tyle mitycznym, ile egzystencjalnym, psychologicznym; hybris to coś niepojętego, nie do zrozumienia, co przejmuje grozą i poraża pychą. Starsze ludy, posługując się obrazem stwora hybrydycznego, chciały przekazać raczej intuicję dotyczącą jedności, obrazowanej jako łączenie cech. »Potwór« mógł budzić lęk, ale wiedziano, iż nie można go ze świata usunąć raz na zawsze, bo stanowi jego integralną część”. Ibidem, s. 66.


21. Zob. J. Jarzębski, [Przypis 13] [w:] B. Schulz, Traktat o manekinach. Dokończenie [w:] Idem, Opowiadania. Wybór esejów i listów, op. cit., s. 47.


Pierwodruk artykułu miał miejsce w kwartalniku „Tekstualia” 2007, nr 1 (8) wydawanym przez Dom Kultury Śródmieście w Warszawie. W wersji rozszerzonej tekst dostępny jest w książce Żanety Nalewajk, W stronę perspektywizmu. Problematyka cielesności w prozie Brunona Schulza i Witolda Gombrowicza, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2010.