Materia tożsamości – tożsamość materii.

Żaneta Nalewajk

Wyeksponowanie na kartach opowiadań Schulza kategorii cielesności pozwala na dostrzeżenie tego, że ciało jest warunkiem możliwości zaistnienia zarówno tożsamości osobistej jaki i społecznej. Tożsamość ustanawiana jest w relacji z innym, który dostrzega cielesną obecność drugiego człowieka, dzieli  z nim czas, emocje, doświadczenia. Ujęte w tym kontekście postaci z prozy Schulza, takie jak: Ojciec, Dodo, Tłuja, wuj Hieronim, Edzio, emeryt czy bohater opowiadania Samotność, to istoty doświadczające śmierci społecznej, „umarłe za życia” skazane na samotność i wyobcowanie. „Nie mogą być zbyt wyraźni”, „przesuwają się lekko na wskroś wszystkich dymensji bytu”4(E, s. 308, 311), forma ich egzystencji, jak stwierdza emeryt, „zdana jest w wysokim stopniu na domyślność, wymaga pod tym względem wiele dobrej woli” (E, s. 309). Kalectwo, fizyczne niedomagania lub ułomność psychiczna sprawia, iż inni bohaterowie nie potrafią obcować z tymi postaciami w sposób bezceremonialny ze „zdrową bezwzględnością”. Ta nieumiejętność sprawia, że Dodo, Tłuja, wuj Hieronim, Edzio, emeryt oraz bohater opowiadania Samotność zostają zepchnięci na margines społecznego życia. Rzecz znamienna, iż emeryt chciałby zostać roznosicielem pieczywa, monterem sieci elektrycznej, inkasentem kasy chorych, albo kominiarzem, po prostu być z ludźmi, manifestować na jak największej przestrzeni swoją cielesną obecność: „wśród trzaskania drzwiami przeprawiać się przez ciasne korytarze, przez zastawione meblami sypialnie, przewracać nocniki, potrącać skrzypiące wózki, w których płaczą dzieci, schylać się po upuszczone grzechotki niemowląt” (E, s. 313). Bohater jest świadomy niedorzeczności tych marzeń, choć nie wypiera się ich. Mówi: „Każdy powinien znać granice swojej kondycji i wiedzieć, co mu przystoi” (E, s. 313).

Kondycję emeryta determinuje cielesność. Ciało tej postaci niknie w oczach, podlega przemianie regresywnej, dyspozycje psychiczne nieuchronnie słabną – „wzrost znajduje się od dawna w zaniku”, „twarz (…) rozluźniona i zwiotczała przybrała pozór dziecinnej” (E, s. 316), pamięć i wzrok coraz częściej zawodzą, pojawiają się kłopoty z czytaniem, określane dwuznacznie, w kontekście powrotu bohatera do szkoły, mianem „sztuki sylabizowania” (E, s. 320). To właśnie z ich powodu emeryt zostaje nazwany eufemistycznie „weteranem abecadła” (E, s. 318). Wykonywane dawniej przez starca  bez większych problemów proste operacje intelektualne teraz nastręczają mu trudności. Bezzębny emeryt sepleni jak dziecko, które nie nauczyło się jeszcze poprawnej artykulacji głosek:

„Plosę pana profesora, to Wacek pluł na bułkę pana plofesora” (E, s. 321), nie może też poruszać się z naturalną łatwością: „(…) Jestem trochę niepewny w nogach i muszę stawiać powoli i ostrożnie stopy, stopa przed stopą, i bardzo uważać na kierunek. Tak łatwo jest zboczyć w tym stanie rzeczy” (E, s. 308).

Okazuje się, że ta postać nadwątlona cielesnymi niedomaganiami, wcale nie chce od otoczenia specjalnych względów, nie dąży do przywilejów. W szkole emeryt pragnie być poddawany karom cielesnym, jakby dzięki nim mogła zostać podkreślona w sposób bardziej wyrazisty jego, coraz bardziej wątpliwa, materialność. Bohater marzy o tym, żeby stać się bardziej ucieleśnionym:

„Przyjemnie jest być potrącanym, albo ofukniętym po koleżeńsku przez współpracujących. Ktoś zwraca się do człowieka, ktoś powie jakieś słowo, zakpi, zażartuje – i odkwita się na chwilę. Zahacza się człowiek o kogoś, zaczepia swą bezdomność i nicość o coś żywego i ciepłego. Ten drugi odchodzi i nie czuje mego ciężaru, nie zauważa, że mnie niesie na sobie, że pasożytuję przez chwilę na jego życiu…” (E, s. 315-316).

Narracja w pierwszej osobie uwyraźniająca punkt widzenia postaci, wskazuje na jej niezgodę na własną kondycję, staje się znakiem bolesnej świadomości bohatera, który doznaje siebie niknącego. Jako „pasażer lekkiej wagi, w istocie ponad miarę lekkiej wagi” (E, s. 310), nie ma żadnych obowiązków; wyzbyty ich ciężaru, lewituje w stanie dziwnej nieodpowiedzialności. Zakłócony bezsennością, nieuregulowany koniecznością pracy, rytm cielesnej egzystencji bohatera nie może się ustabilizować i wtłacza go w doświadczenie dezintegracji, „pustki, zniwelowania różnic, rozprzęgnięcia się granic”. To istnienie nie zostaje potwierdzone żadną więzią społeczną; niezdolne do stawiania oporu, realizuje się paradoksalnie w bezgranicznej swobodzie, która okazuje się koniecznością. Ponieważ postać podlega postępującej atrofii, ma coraz mniej ciała, „coraz mniej jest”, staje się dla innych niemal przezroczysta. Cielesna powłoka emeryta wytraca materialną gęstość, miesza się z powietrzem. Jej egzystencjalna lekkość, istnienie na podobieństwo ducha, zobrazowane zostają niewybrednymi żartami, które tak bardzo adekwatne do opisanej kondycji emeryta, przynoszą mu swoistą ulgę:

„– Jeśli mnie słuch nie myli, to pan, panie radco, gdzieś tu jest między nami w pokoju! – Jego oczy, utkwione wysoko nade mną w próżni, wchodzą w zez, gdy to mówi, twarz uśmiechnięta jest figlarnie. – Usłyszałem głos jakiś w przestworzach i zaraz pomyślałem sobie, że to musi być nasz kochany pan radca! – woła on głośno i z natężeniem, jakby do kogoś bardzo odległego. – Niechże pan zrobi jakiś znak, niech pan zmąci choć powietrze w tym miejscu, gdzie się pan unosi” (E, s. 309).

Postać bezradnego emeryta, zależnego od innych zdziecinniałego starca, który postanowił zapisać się do pierwszej klasy, ma charakter paradoksalny. Skonstruowana została dzięki realizacji metafory, udosłownienia związku frazeologicznego „nigdzie nie zagrzewać miejsca”, który staje się synonimem stygnącego życia, gasnącego ciała, nieważkiej, podatnej na dezorganizację egzystencji. Tę intuicję potwierdza finał opowiadania – w zakończeniu bohater zostaje porwany przez wiatr. Przedstawione w sposób ironiczny tragiczne odejście ma miejsce w atmosferze „niezawinionego okrucieństwa”, pysznej, pierwszorzędnej dziecięcej zabawy. Uczniowie, młodzi adepci życia koleżeńsko trzymujący emeryta za poły, pomagający mu w ten sposób stawić opór wichurze. Jednak zapominają o bohaterze na widok kolorowego, wirującego bąka i nieopatrznie wypychają zdziecinniałego starca poza obręb bramy. Słabszy od wietrznego podmuchu unosi się w przestworza z taneczną lekkością, wzlatuje w górę z taką prędkością, że świadkowie zdarzenia całkiem tracą emeryta z pola widzenia, zdziecinniały starzec zupełnie znika. Zostaje po nim jedynie sygnatura w spisie uczniów, którą profesor postanawia niezwłocznie wykreślić.

Emeryt to postać tragiczna. Apeluje do dobrej woli czytelnika „dyskretnym mruganiem, utrudnionym (…) z powodu maski odzwyczajonej od ruchów mimicznych” (E, s. 309). Nie przez przypadek ukazywany jest w scenerii szkoły, której budynek okazuje się dawnym gmachem teatru. Tragiczno-ironiczny los zdziecinniałego, niedołężnego starca budzi litość i trwogę, ale rozpatrywana w innej optyce szydercza potworność osamotnienia tego „dziwnego wybryku natury” (E, s. 321) przeraża banalnością, powszechnością, pospolitością, staje się synonimem „powszedniości okrucieństwa” i teatralności wyrażanego współczucia:

„Nie żebym wstydził się mojego stanu – stwierdza emeryt. – Bynajmniej. Ale nie mogę znieść przesady, z jaką wyogromniają znaczenie pewnego faktu, pewnego rozróżnienia w istocie jak włos cienkiego. Śmieszy mnie ta fałszywa teatralność, ten uroczysty patos, jaki spiętrzono nad tą sprawą, to drapowanie momentu w kostium tragiczny, pełen ponurej pompy. Tymczasem w rzeczywistości? Nic bardziej pozbawionego patosu, nic bardziej naturalnego, nic banalniejszego na świecie. (…) Jednemu chciałbym zapobiec, by czytelnik nie robił sobie wygórowanych wyobrażeń o mojej kondycji. Przestrzegam wyraźnie przed przecenianiem jej, i to zarówno in plus, jak też in minus. Tylko żadnej romantyki. Jest to kondycja jak każda inna nosząca w sobie znamię najnaturalniejszej zrozumiałości i zwyczajności. Wszelka paradoksalność znika, gdy się raz jest po tej stronie sprawy” (E, s. 311).


4. Wszystkie cytaty z utworów Schulza przywołuję według wydania: B. Schulz, Opowiadania. Wybór esejów i listów, op. cit. Przytoczenia lokalizuję w tekście głównym, oznaczam je symbolami: E – Emeryt, N – Nawiedzenie, P – Ptaki, M – Manekiny, W – Wichura, K – Karakony, Nws – Noc wielkiego sezonu, D – Dodo, Ms – Martwy sezon, TOM D – Traktat o manekinach. Dokończenie, Pan – Pan, Sc – Sklepy cynamonowe, SpK – Sanatorium pod Klepsydrą, UK – Ulica Krokodyli, Nm – Nemord; w nawiasie podaję numery stron.