Materia tożsamości – tożsamość materii.

Żaneta Nalewajk

O postaci literackiej w prozie Brunona Schulza.

Materia tożsamości

W znanym tekście pod tytułem Literatura choromaniaków Ignacy Fik zwracał uwagę na niesamowitość współczesnej mu prozy awangardowej, do której obok opowiadań Schulza zaliczał dzieła Stanisława Ignacego Witkiewicza, Juliusza Kadena – Bandrowskiego, Michała Choromańskiego, Ireny Krzywickiej, Adolfa Rudnickiego, Zbigniewa Uniłowskiego, Witolda Gombrowicza. Przedmiotem zainteresowania krytyka stali się między innymi bohaterowie dzieł wymienionych twórców. Podkreślał on przede wszystkim charakterystyczną dla konstrukcji postaci literackich „bezideowość”. Fik określił teksty wspomnianych autorów mianem „choromanii”, czyli „literatury skrzywionej i chorej”, przedstawiającej „człowieka możliwie nienormalnego”, „potworkowatego”, cechującego się „psychologiczną egzotyką” (LC, s. 126)1. Krytyk zaklasyfikował bohaterów jako „okazy kliniczne”, które pławią się w „dżungli podświadomości”, a ich twórców piętnował przy użyciu bezceremonialnych, animalizujących sformułowań, potępiał za tendencję do „psiego węszenia za każdym śladem bydlęctwa i kretyństwa, świństwa i zaniedbania w naturze ludzkiej” (LC, s. 127). Koncepcję przyświecającą takiej kreacji postaci literackiej kwitował w sposób następujący: „Byle się dobrać do wrzodów, miejsc wstydliwych, brudnych zakątków” (LC, s. 127). Fika oburzało dążenie do ujmowania człowieka „wyłącznie jako tworu fizjologiczno-metafizycznego” przejawiające się między innymi unikaniem prezentacji bohaterów na tle społeczeństwa (LC, s. 127). Jako symptomatyczne ich cechy wskazał niezdolność do planowego i systematycznego działania, które można by uznać za manifestację wolnej woli. Krytyk zauważał u bohaterów także deficyt logicznego myślenia oraz brak światopoglądu. Takie postaci literackie były dla Fika nie do zaakceptowania, z powodu ich społecznego niezakorzenienia, a także podległości w stosunku do irracjonalnych sił, naznaczających losy bohaterów piętnem fatalizmu, podporządkowujących ich egzystencję „kosmicznym żywiołom” o wątpliwej celowości. Owocami tej „niepojętej metafizyki biologicznej”, jak ją określił Fik, okazywały się literackie „produkty niewiadomego użytku i niezdefiniowanego przeznaczenia” (LC, s. 126-127).

Wprawdzie krytyk zauważył, że w tekstach wspomnianych autorów na plan pierwszy wysuwała się „fizjologiczna strona” bohaterów, jednak daleki był od uznania takiego zabiegu literackiego za zjawisko wartościowe. Zdaniem autora Kłamstw lustra, w tych manifestacjach determinizmu, bezrozumności, seksualizmu zatraciła się „prawdziwa natura człowieka”, zgubiło się to, co stanowi o jego istocie, czyli „samowiedza, dyscyplina moralna, twórcza wola, logika, racjonalizm światopoglądu”2: „Rozumie się, że o odpowiedzialności człowieka za siebie, za swe czyny – nie ma mowy” – grzmiał krytyk (LC, s. 128).

Przyzwyczajony do lektury tekstów pisanych w poetyce XIX-wiecznego realizmu Ignacy Fik konstatował, że dzieła wymienionych autorów nie przedstawiają „określonych typów i indywidualności ludzkich” (LC, s. 128). Nazwa „człowiek” służyła w tych tekstach jedynie za etykietę, umowny termin, którym twórcy opatrywali „sumę pewnych faktów psychicznych”, prezentowanych jako „samoistne momenty i akcje” (LC, s. 129). W świetle dzieł pisarzy wyliczonych przez Fika w Literaturze choromaniaków osobowość i tożsamość postaci podlegały daleko idącej, synekdochicznej redukcji lub dezorganizacji, traciły wielowymiarowość i koherencję, zatrważały animalizmem: „Człowiek w tym sensie – jak czytamy w szkicu krytycznym – składa się z gestów, grymasów ust, parskającej śliny, odurzających zapachów, szlagierowych frazesów, zwierzęcych popędów, mistycznych wzlotów, chamskich rękoczynów, zastarzałych kompleksów” (LC, s. 129).

Niechlubnym mianem jednego z takich „kompleksów” krytyk obdarzył Schulzowskiego bohatera, Jakuba. Co więcej, z wyrwanych z kontekstu fragmentów prozy drohobyckiego autora Ignacy Fik utworzył tekstowy konglomerat i na jego podstawie wyprowadził definicję postaci oraz charakterystykę metody literackiej, dzięki zastosowaniu której ową postać skonstruowano:

„Twory nasze będą prowizoryczne, na jeden raz zrobione, dla jednego gestu. Do obsługi każdego słowa, każdego czynu powołamy do życia osobnego człowieka… Ich substancja musi być rozluźniona, zdegenerowana i podległa pokusom występnym: wtedy na tej chorej, zmęczonej i zdziczałej glebie wykwita, jak piękna wysypka, nalot fantastyczny, kolorowa, bujająca pleśń… Pokazać człowieka rozkładając jego bogactwo i komplikację na tysiąc kalejdoskopowych możliwości, każdą doprowadzoną do jakiegoś paradoksalnego końca, do jakiejś wybujałości pełnej charakteru… Wszystko to splątane i puszyste, przepojone łagodnym powietrzem, podbite błękitnym wiatrem i napuszone niebem” (LC, s. 129).

Owszem, konstrukcja Schulzowskich bohaterów może być ujmowana przy użyciu przywoływanych przez Fika zdań, co nie oznacza, że stanowią one wyczerpujący opis jej specyfiki i funkcji. Zanim jednak podejmę się zadania opisu tej konstrukcji, warto jeszcze na moment zatrzymać się przy wyłożonych w Literaturze choromaniaków poglądach krytyka. Wyraził on przekonanie, zgodnie z którym „(…) ludzie jego [Schulza – dopisek Ż.N.] książki pachną szałem rozigranego chorobliwie mózgu człowieka, narkotyzującego się nałogowo marzeniem sennym” (LC, s. 130). Ignacy Fik utożsamił skłonność drohobyckiego autora do podążania w konstrukcji bohaterów drogą przypadkowych asocjacji z podnoszeniem „najprymitywniejszejszej formy wegetacji intelektualnej człowieka” do rangi metody twórczej. Krytyk sądził, iż proces ten nosi znamiona regresu, staje się znakiem dobrowolnego zlekceważenia „historycznego dorobku psychiki ludzkiej: świadomości czynnej i twórczej – na rzecz nieświadomych drgnień, porywów, impulsów, powiązanych przypadkową obecnością w czasie psychicznym” (LC, s. 130).

Wydaje się, że te wypowiedzi uznać należy za konsekwencję przekonania, zgodnie z którym postać literacka powinna być kreowana antropocentrycznie, na obraz i podobieństwo człowieka panującego nad swoją cielesnością, posiadającego stabilną osobowość regulującą jego myśli, uczucia i zachowania, będącą wyrazem ich bezkonfliktowej integracji. Tak skonstruowany bohater winien odróżniać się w sposób niebudzący wątpliwości od innych bytów, cechować się rozumną naturą, posiadać świadomość celu własnego istnienia manifestującą się w trwałym światopoglądzie i systemie wartości, mieć wolną wolę i indywidualny charakter. Krytykując Schulzowskie postaci, Fik aktualizował założenia patronujące charakterologii – postulował pośrednio, że literackie figury powinny przejawiać stałe fizyczne i psychiczne właściwości, mieć atrybuty nieodłączne od ich istoty, wyrazisty wygląd, stabilny wizerunek, natomiast zachowania i usposobienie bohaterów winny wykazywać choćby elementarną koherencję)3. Z opinii wyrażonych na kartach Literatury choromaniaków wynika, że dobrze skonstruowanej postaci przysługuje autonomiczne, substancjalne istnienie w literackim świecie przedstawionym, przy czym, należy podkreślić, że w tym przypadku substancjalność nie jest odpowiednikiem materii, jej fizycznych czy biologicznych własności. Chodzi raczej o takie ujęcie bohatera, które może być uznane za manifestację esencji człowieka jako istoty społecznej, zdolnej wymknąć się determinizmowi natury, bytu skłonnego do samopoznania, racjonalnych działań, moralnej samokontroli oraz nawiązywania mocnych i twórczych więzi z innymi. Identyfikacja takiej postaci nie może budzić wątpliwości, musi ona istnieć podmiotowo, mieć poczucie tożsamości, która decyduje o byciu tą samą osobą i, pomimo upływu czasu, warunkuje rozwój oraz rozumne, odpowiedzialne działania, które wynikają z kolei z przeświadczenia, że postępowanie i los bohatera w dużej mierze zależą od niego samego. Spójna wizja własnej osoby i jej niepowtarzalność jawią się zatem jako nieodłączne przymioty postulowanego przez Fika typu postaci literackiej. Jej niezbywalnym komponentem powinna być również tożsamość społeczna.

Wprawdzie bohaterów opowiadań Schulza trudno uznać za spełniających wymagania przedstawione przez Fika, nie oznacza to jednak, że są to kreacje literacko bezwartościowe, pozbawione znaczeniowej nośności, jest wprost przeciwnie, co postaram się uargumentować. Sposób prezentacji postaci, którego dominantę stanowi koncentracja na wielowymiarowej problematyce ciała, skłania bowiem do namysłu nad zagadnieniem tożsamości, która przestaje jawić się jako monolit, zespół stałych właściwości postaci pozwalających na stworzenie uporządkowanego, niezmiennego, przejrzystego obrazu „ja”, a zaczyna przejawiać tendencje do dezorganizacji.


1. I. Fik, Literatura choromaniaków [w:] Idem, Wybór pism krytycznych, oprac. A. Chruszczyński, Warszawa 1961, s. 126-134. Wszystkie cytowane przeze mnie wypowiedzi Ignacego Fika pochodzą z tego wydania, oznaczam je symbolem LC, lokalizuję je w tekście głównym, w nawiasie podaję numer strony. Pierwodruk: Idem, Literatura choromaniaków [w:] „Tygodnik Artystów” 1935, nr 15.


2. Okazywały się one „tylko wiotką pianą, pogruchotaną, cienką krą, płynącą po burzliwej powierzchni morza irracjonalnych fluktów i wirów”, zaś człowiek mógł być co najwyżej „igraszką podziemnych i nadpowietrznych nurtów i ślepych sił, przelewających go z fali na falę” (LC, s. 128).


3. Z przesłankami, które legły u podstaw nauki o charakterach, przeszczepionymi na grunt literaturoznawstwa, polemizował w tekście Prolegomena do charakterologii Karol Irzykowski. Autor Pałuby zauważał: „Jest powszechnie przyjęte mówić, że najważniejszym i najzaszczytniejszym zadaniem poety jest tworzyć charaktery. W swojej odpowiedzi dla niedawno rozpisanej ankiety »Świata« Sienkiewicz pisze: »Ponieważ myślę,że najwyższą sztuką i najgłębszym psychologicznym zadaniem pisania jest stworzenie żywego człowieka, który zostaje w pamięci ludzkiej jako typ, przeto staram się tworzyć postacie, mające nie tylko ogólne, lecz także indywidualne cechy życia i charakteru«. Hebbel mówił o postaciach Szekspira, iż są tak żywe, że mogłyby wyjść z książki i żyć dalej w świecie rzeczywistym, że można je naokoło obejść, a o swoich własnych postaciach dramatycznych mówił, że zna je od dziecka. Widzimy tu skrajny wyraz tej teorii estetycznej, która pojmuje fikcję poetycką jako całość, powstającą niejako według tych samych zasad embriologii, co człowiek rzeczywisty. Otóż duma twórcza może autorom podsuwać takie analogie z życiem wprost i ślepe uwielbienie może je powtarzać, lecz historia literatury zna tyle niespodzianek twórczych, tyle figur urodzonych na innych planetach, figur, których płuca nie mogłyby oddychać powietrzem ziemskiej rzeczywistości, że dziś na te sprawy należy zapatrywać się inaczej, ostrożniej. Nie ma więc sensu mówić pogardliwie o »postaciach papierowych«, gdyż wszystkie postacie poetyckie są papierowe. Proszę sobie wyobrazić postacie Maeterlincka, kreślone techniką szekspirowską – cały ich urok by się rozwiał. Można krytykować podstawy całej poezji Maeterlincka, ale trzeba mu przyznać prawo do własnych środków, nie zaś klasyfikować go po szkolarsku: nastrój – celująco, idea – zadowalająco, charaktery – niedostatecznie. Fikcja poetycka ma punkt ciężkości wewnątrz dzieła, nie poza nim, zaś prawa objawiania się i działania postaci poetyckich są prawami innej kategorii niż rzeczywistość, prawami dotąd nie zbadanymi, z nich to płynie konsekwencja lub niekonsekwencja charakterów poetyckich (jedna i druga jest zarówno nienaturalna), one uzasadniają dopuszczalność osób fantastycznych lub karykaturalnych (nawet »szablonowych«). Wszak moment zgody z rzeczywistością nigdy nie tkwi w dziele samym, należy on i należeć powinien do życia poety, do jego czynności spostrzegawczej (apercepcji). I można sobie wyobrazić, że poeta, chłonący w siebie rzeczywistość w sposób jak najbardziej niesfałszowany i realistyczny, z zebranych w ten sposób elementów wysnuje poemat najfantastyczniejszy, najodleglejszy od rzeczywistości…”. Zob. K. Irzykowski, Prolegomena do charakterologii [w:] Idem, Czyn i słowo oraz Fryderyk Hebbel jako poeta konieczności; Lemiesz i szpada przed sądem publicznym; Prolegomena do charakterologiiKraków 1980, s. 667-669.