Bruno Schulz i psychoanaliza.

Paweł Dybel

Jest to jedna z najbardziej niezwykłych scen, jakie kiedykolwiek napisał Schulz. Pokazana tu kobieta jest pijana libidinalną energią życia, wylewającą się z masy rozkładu i upadku, w którym żyje. Jej figura mieni się wieloma obrazami: Kirke, szczura, prostytutki, pijaczki, lunatyczki, pogańskiej bogini, nienasyconej wszetecznicy. Jest tak, jak gdyby „grymas bakchiczny” wszystkich przechodniów (zob. zacytowany przeze mnie wyżej fragment) ujawniał teraz jej ukryte warstwy: obraz szalonego kobiecego Bakchusa, który jest równocześnie źródłem życia i śmierci, wzrostu i rozpadu.

I tutaj znowu, jak w fudze, rozpoznajemy ten sam obezwładniający obraz kobiety fallicznej. Jednak tym razem nacisk położony został na jej stronę mroczną, plugawą i orgiastyczną. Tłuja pokazana jest tu jak upadła biblijna Ewa, która jednak – w przeciwieństwie do swej poprzedniczki – czerpie korzyść z upadku, powstając z masy rozkładu i gnicia, jak pogańska bogini, jednocząca w swym ciele siły życia i śmierci. Jest ona dosłownie kobietą z fallusem, gdyż w orgiastycznym spółkowaniu z naturą przyjmuje aktywną, zapładniającą pozycję mężczyzny.

W ten sposób bierze też ona odwet na mrocznym losie swej głupiej matki Marii, która żyje w domu, w którym leży „w skrzyni na słomę” i jest „blada jak opłatek i cicha jak rękawiczka, z której wysunęła się dłoń”8. Matka stanowi całkowite przeciwieństwo Tłuji. Choć żyje w domu (gdzie, co więcej, układa się w „udawanym” łóżku), oddzielona jest od rzeczywistego życia, od jego sił twórczych. Jest kobietą
b e z   f al l u s a   i dlatego popada w szaleństwo, żyje wykluczona z życia, na granicy czasu, pozbawiona wszelkich uczuć i wszelkiej nadziei.

4/

Czwarty obraz kobiety to obraz ciotki Agaty. Towarzyszy mu obraz mężczyzny, jej męża. W pewnym sensie, obraz ciotki bardzo przypomina obrazy Adeli i Tłuji, gdyż ciotka Agata także stanowi wcielenie kobiecej płodności, nadmiaru i siły. Jednak równocześnie w jej obrazie jest coś chorego i zepsutego, co odróżnia ją od dwóch pozostałych kobiet. Bo ciotka Agata nie może osiągnąć samozadowolenia. Jest kobietą, która potrzebuje, pożąda, pragnie fallusa jako niezbędnego medium dla swej przyjemności i spełnienia:

„Ciotka narzekała. Był to zasadniczy ton jej rozmów, głos tego mięsa białego i płodnego, bujającego już jakby poza granicami osoby, zaledwie luźnie utrzymywanej w skupieniu, w więzach formy indywidualnej, i nawet w tym skupieniu już zwielokrotnionej, gotowej rozpaść się, rozgałęzić, rozsypać w rodzinę. Była to płodność niemal samoródcza, kobiecość pozbawiona hamulców i chorobliwie wybujała.”9

Tak oto, choć wybujałe, podobne fallusowi ciało ciotki Agaty sprawia wrażenie bezgranicznej siły i pełni, których w rzeczywistości – jak Maria – jest ona pozbawiona. Jednak równocześnie – inaczej niż Maria, która w swym szaleństwie jest całkowicie pogodzona ze swym brakiem – ciotka Agata „narzeka”. Zdradza to jej właściwy głos, jego płaczliwa melodia i nieustanny ton wyrzutu. Zdradza to także jej monstrualnie wybujałe białomięsne ciało, które zaświadcza o jej kompletnej niezdolności do przystosowania się. Dla tego ciała nie istnieje nic innego poza rozpaczliwym pragnieniem fallusa, którym ono samo byłoby, gdyby…

I chociaż oskarża swojego męża o wszystko złe w jej życiu, w rzeczywistości to nie on jet za to odpowiedzialny. To raczej ona sama; ponieważ to, czego dla siebie pragnie, mogłaby uzyskać jedynie od siebie samej. Dlatego tylko ona mogłaby zrekompensować sobie swój brak. Choć to właśnie mężczyzna, jego szczególny zapach, mógł „dać impuls tej zaognionej kobiecości do rozpustnego dzieworództwa”, nie znaczy to, że zdolny jest on zaspokoić jej pragnienie raz na zawsze. Ponieważ w jej oczach każdy mężczyzna napiętnowany jest brakiem, „wykastrowany”. I nie dzieje się tak z powodu jakiegoś ubytku tego konkretnego człowieka, ale ze względu na samą męskość, której wcielenie on stanowi. Dlatego mężczyzna, w najlepszym wypadku, może stać się jedynie tymczasowym „medium” jej pragnienia; narzędziem jej pasji, które kobieta zawsze odrzuci po tym, jak osiągnie moment zaspokojenia.

Nie dziwne więc, że to właśnie jej „pierwszy mężczyzna”, jej mąż, staje się główną ofiarą jej nieustannej frustracji samą sobą. Oskarża go o wszystko, spycha go na margines, upokarza wobec innych, miażdży go tonem swego głosu, słowami pełnymi wyrzutów i gniewnymi gestami. A on nie ma w tej walce żadnych szans, ponieważ przegrał ją jeszcze zanim się w ogóle zaczęła. Dla niej on jest impotentem, ponieważ, koniec końców, każdy mężczyzna – w konfrontacji z wściekłą „fallicznością” jej ciała – stanie się impotentem. Dlatego po kilku nieśmiałych próbach przeciwstawienia się jej – które to próby natychmiast są niweczone obezwładniającą argumentacją ciotki Agaty – poddaje się rezygnacji i pozwala się żonie całkowicie zdominować. Jest jak pokonany samiec, który – nieustannie „kastrowany” przez swą żonę – zostaje w końcu „pogodzony z losem” i chroni się „w cieniu bezgranicznej pogardy”.


8. Ibidem, s. 52.


9. Ibidem, s. 54.