Bruno Schulz i psychoanaliza.

Paweł Dybel

Przyjrzyjmy się dokładniej temu stwierdzeniu. Wedle Schulza, przekształcenie procesów nieświadomych w świadome powinno u pisarza polegać na czynieniu tych pierwszych dużo bardziej podobnymi do tych drugich. W ten sposób powieściopisarz „podciąga” procesy nieświadome i, tym samym, czyni je bardziej zrozumiałymi dla czytelnika. Oczywiście, w porównaniu z innymi pisarzami, którzy w tamtym czasie próbowali czynić użytek z Freudowskiej techniki „wolnych skojarzeń”3, Schulz wydaje się działać dużo ostrożniej. Według niego, procesy nieświadome – gdy „zastosuje” się je do literatury – wymagają nie tylko, jak marzenie senne, „opracowania wtórnego” (określenie Freuda), ale również „sfałszowania”. Oznacza to, iż sama ich istota musi ulec tak głębokiemu przekształceniu, by stały się one inherentnym elementem świadomego życia pisarza/pisarki i, tym samym, inherentnym elementem fikcyjnego świata jego/jej powieści.

Chociaż Schulz jasno wskazuje na dominację świadomości nad nieświadomym w procesie pisania, niemniej jednak wciąż traktuje nieświadome jako fundamentalny „punkt odniesienia” tego procesu. Gdy przyjrzymy się dokładniej światu przedstawionemu w jego powieściach, okaże się, że każda jego szczelina i każdy zakątek przepojone są nieświadomymi fantazjami. Tak, jak opisuje je Schulz, niewidocznie zespojone z elementami świata rzeczywistego, obdarzają one ów świat niezwykłą dynamiką i czymś w rodzaju ukrytej poświaty, niewidocznego promieniowania. W tym sensie można powiedzieć, że nieświadome stanowi samo sedno tego świata. Można je rozpoznać w podobnej do snu formie narracji, we wszelkich groteskowych zniekształceniach rzeczywistości, w „polimorficznych” fantazjach seksualnych, w masochistycznym kulcie i zachwycie kobietami oraz w „zdegradowanej” patriarchalnej figurze schizofrenicznego ojca, który pod pewnymi względami przypomina „sędziego Schrebera”.

Myślę, że – pomimo całego sceptycyzmu wobec możliwości bezpośredniego i prostego „zastosowania” psychoanalizy do literatury – Schulz po dziś dzień pozostaje jednym z najbardziej „psychoanalitycznych” polskich pisarzy. Chociaż w swych utworach głęboko przekształca własne nieświadome fantazje, „podciąga” je, nadając im rangę inherentnego elementu „świadomie” tworzonej fikcji, to jednak te fantazje pozostają centrum, wokół którego krąży wszystko inne. Tym, co jest charakterystyczne dla Schulza, jest jego niezrównany dar sublimacji („podciągania”) wszystkich „procesów podświadomych” w procesy świadome tak, że czytelnik odnosi nieodparte wrażenie całkowitej niezależności i samostanowienia świata fantazji tych powieści.

By pokazać tę szczególną cechę Schulzowskiej prozy, skupię się na jednym z jego opowiadań, zatytułowanym Sierpień. Opowiadanie to otwiera Sklepy cynamonowe, pierwszą jego opublikowaną powieść, która natychmiast zwróciła uwagę nie tylko znaczących krytyków literackich, ale także szerszej publiczności. To także ta właśnie powieść przyniosła Schulzowi prestiżowy Złoty Wawrzyn, którym nagrodziła go Polska Akademia Literatury.

2/

„W lipcu ojciec mój wyjeżdżał do wód i zostawiał mnie z matką i starszym bratem na pastwę białych od żaru i oszołamiających dni letnich. Wertowaliśmy, odurzeni światłem, w tej wielkiej księdze wakacji, której wszystkie karty pałały od blasku i miały na dnie słodki do omdlenia miąższ złotych gruszek.” (s. 47)

Te słowa rozpoczynają Sklepy cynamownowe. Autor wydaje się w nich przywoływać pewne rzeczywiste zdarzenie, które miało miejsce w jego dzieciństwie. Z tego, co wiemy od biografów pisarza, ojciec Schulza był chory i często musiał wyjeżdżać do sanatorium, zostawiając swoją żonę i dzieci. Ale czy to rzeczywiście wszystko, co możemy powiedzieć na temat tego fragmentu?

Przeczytajmy raz jeszcze pierwsze zdanie: „W lipcu ojciec mój wyjeżdżał do wód i zostawiał mnie z matką i starszym bratem na pastwę białych od żaru i oszołamiających dni letnich.”

Już Freud zauważył, że motyw ojca, który odchodzi i zostawia dziecko z matką, buduje znaczący schemat edypalny. Odnosi się on do figury ojca, którego dziecko chciałoby „zlikwidować”, ponieważ to ojciec stanowi główną przeszkodę dla nieograniczonego dostępu do matki, do miłości matki. Niemniej jednak, w zacytowanym powyżej fragmencie to nie syn pozbywa się ojca; to raczej sam ojciec likwiduje syna, odchodząc od niego. Typowy schemat edypalny, o którym mowa powyżej, został tu wywrócony do góry nogami i powtórzony w formie synowskiego wspomnienia o zniknięciu ojca. Analogicznie, to nie syn czuje się tu winny wobec ojca, lecz przeciwnie: to ojciec jest tym, kto jest winny wobec syna (lub, ściśle mówiąc, tym, którego syn rozpoznaje jako winnego wobec siebie samego i matki).


3. Dybel odsyła tu do amerykańskiego wydania dzieł Schulza: Bruno Schulz, The Street of Crocodiles, przeł. Celina Wieniewska, Nowy Jork 1977, s. 3. W polskim cytowanym tu wydaniu Prozy brak przytoczonej tu frazy [przyp. tłum.]