Człowiek

Stanisław Rosiek

Schulz dokonuje dwojakiej destrukcji pojęcia „człowiek”.

1) Jako kategoria ogólna człowiek jest, jego zdaniem, „genialną fikcją”. Istnieją tylko poszczególni ludzie, niepodobne do siebie i nieporównywalne indywidua. Swoim „realistycznym” poglądom Schulz daje najsilniej wyraz w liście do Marii Kasprowiczowej z 25 stycznia 1934 roku. „Nie ma człowieka – pisze – są tylko nieskończenie odlegle od siebie i suwerenne sposoby bycia, nie mieszczące się w żadnej jednolitej formule, nie sprowadzalne do wspólnego mianownika” (B. Schulz, Księga Listów, zebrał i przygotował do druku J. Ficowski, wyd. 2, przejrzane i uzupełnione, Gdańsk 2002, str. 44-45). Ukryte różnice miedzy ludźmi są większe niż wyraźnie manifestujące się na zewnątrz podobieństwa. Nie istnieje więc wspólnota gatunkowa. Wiedza o człowieku jest nieprzechodnia. „Miedzy mną – utrzymuje Schulz – a każdym nowym człowiekiem zaczyna się świat na nowo, jak gdyby nic jeszcze nie było dotychczas ustalone i zadecydowane” (Księga Listów, str. 45). Czy poglądy tego rodzaju zezwalają na jakąkolwiek antropologię? Tak, lecz musi ona przybrać postać sztuki rozumienia innych, nakazujące) za każdym razem od nowa podejmować trud odczytywania w twarzy człowieka – ukrytego świata, który się w niej wyraża.

2) Jako indywiduum człowiek to „nieskończenie pojemna forma, w którą można włożyć wszystko” (Egga van Haardt, w: B. Schulz, Szkice Krytyczne, oprac. i posłowie M. Kitowska-Łysiak, Lublin 2000, str. 124) – jest rodzajem zawęźlenia, znieruchomienia, krystalizacji. Gdy na świecie pojawia się nowy człowiek, oznacza to, że „możlwie się urzeczywistniło, przyjęło na moment granicę, zgodziło się na konwencję”. Nie stanowią one jednakie więzienia, albowiem „w obrębie tych granic jest dość miejsca na wszystkie nieba, na wszystkie piekła”. Byt jednostkowy to miejsce ciągłego ścierania się „formy” i „treści” („ciała” i „duszy”, „egzystencji” i „esencji”). Schulz staje po stronie „treści”, która „rozsadza formę ludzką”. Istota człowieka – jako indywiduum – tkwi w tym, co przedczłowiecze. Dlatego poszukując jej, sięgać trzeba jak najdalej „w głąb”, poza ludzką formę (poza ciało i poza egzystencję). Niektórym ludziom dana jest możliwość regresji. Potrafia oni „swobodnie odpływać w całość, wracać do żywiołu” (Egga van HaardtSzkice Krytyczne, str. 124), by potem konkretyzować się na nowo w innej postaci. To, co indywidualne”, co „człowiecze”, okazuje się tym sposobem krótkotrwałą manifestacją ponad– czy przedjednostkowego „żywiołu”. Schulz wysnuwa stąd projekt pewnego typu analizy: „zgłębiając zagadnienie charakteru poza pewien punkt jego głębi, przekraczamy zakres kategoryj psychologicznych i wchodzimy w sferę ostatecznych zagadnień życia. Dno duszy, do którego staraliśmy się dotrzeć – rozsuwa się i ukazuje gwiaździsty firmament (Aneksja podświadomości, Szkice Krytyczne, s. 40). Człowieka już tam nie ma.


Hasło pochodzi ze „Słownika schulzowskiego”. Opracowanie i redakcja: Włodzimierz Bolecki, Jerzy Jarzębski, Stanisław Rosiek. Gdańsk: słowo/ obraz terytoria, 2003, str. 72.