Sceny z Dodolandii

Małgorzata Kitowska-Łysiak

Na liście autorów zafascynowanych „sprawą dodo” nie może też zabraknąć George’a Edwardsa (1694-1773), angielskiego przyrodoznawcy, uważanego za ojca brytyjskiej ornitologii, twórcy czterdziestotomowej Historii ptaków, opatrzonej trzema tomami suplementu. Podobizna dodo jego autorstwa trafiła między innymi do jednego z tomów obszernej publikacji pod nazwą Gleanings of Natural History, exhibiting figures of quadrupeds, birds, insects etc. (ten z dodo ukazał się w roku 1760)24. Edwards umieścił ptaka w suplemencie, a nie w głównej edycji swojego dzieła. Czy zbyt późno dotarła doń wiedza na jego temat, czy też stworzenie nie zmieściło się w klasyfikacji objętej podstawowymi czterdziestoma tomami Historii…? Jakakolwiek jest odpowiedź na to pytanie, trudno oprzeć się wrażeniu, że dodo został przed Edwardsa potraktowany jako istota marginesowa, a może nawet, jak powiedziałby Schulz, „zamarginesowa”. Na planszy, która towarzyszy opisowi ptaka, widać obok niego świnkę morską, a to – przez kontrast wielkości – podkreśla jego rozmiary i majestat. Co rzadkie, w odróżnieniu od innych portretów, tutaj dodo bystro, a nawet przenikliwie zdaje się obserwować otoczenie.

Bardzo interesujący jest również piękny manuskrypt sporządzonej w roku 1812 przez Otto Saaba mapy Australii25, ozdobionej osobliwą poglądową bordiurą, której kwatery wypełnia osiemnaście kolorowanych akwarelą rysunków przedstawiających mieszkańców regionu Pacyfiku, ludzi i zwierząt. Jest wśród nich barwna podobizna dodo.

Do portrecistów ptaka dodam jeszcze Lorenza Okena (Okenfussa, 1779-1854). Oken, naturalista o duszy romantyka, wybitny zoolog, wsławił się tym, że, analogicznie jak kilku jego współczesnych, twierdził, iż w procesie ontogenezy człowiek, zanim stanie się Homo sapiens, jest najpierw bezkręgowcem, rybą, płazem, gadem, ssakiem, małpą. Nie to jest jednak w tym miejscu najważniejsze (chociaż zaskakuje fakt, że wokół dodo skupiło się grono dziwaków nie mniejszych, niż on sam…), a stworzony przezeń, opublikowany w roku 1843 jako element ilustracji jednego z jego dzieł, „konterfekt” dodo26. Zestawiony na planszy z innymi ptakami (w tym nielotami, jak struś), prezentuje go dostojnego niczym ów „lama buddyjski, pełen niewzruszonej godności w całym zachowaniu, kierujący się żelaznym ceremoniałem swego wielkiego rodu”, do którego Schulz porównuje kondora (Ptaki, s. 24).

„Do-do-dodgson”

Ale to nie przedstawienie autorstwa Mansura, nieznane, jak wspomniałam, przez długi czas, ani prace Edwardsa czy Okena, lecz portrety dodo wykonane przez Flamandów miały się okazać dziełami zapładniającymi wyobraźnię innych twórców. Dotyczy to przede wszystkim   dzieła Jana Savery’ego w oxfordzkim Muzeum Historii Naturalnej. Widział je tam Lewis Carroll27, który uczynił ptaka jednym z bohaterów Alicji w krainie czarów (pierwsze wydanie, wycofane z powodu złej jakości ilustracji: 1865, w listopadzie tego samego roku ukazało się drugie, postdatowane na 1866)28, nawiasem mówiąc, karykaturując samego siebie (nawiązał przy tym do swojego nazwiska –  Dodgson, a także spowodowanego jąkaniem przezwiska Do-do-dodgson). W konsekwencji – nie mogło być inaczej – otrzymaliśmy kolejne, znacznie bardziej znane, plastyczne wyobrażenie ptaka: tym razem wykonane przez ilustratora Alicji…, Johna Tenniela29. Książka oczywiście była ilustrowana wieleset razy, między innymi, już wkrótce po wygaśnięciu w 1907 roku umowy Tenniela z Carrolem, jeszcze w pierwszej dekadzie XX wieku, przez Arthura Rackhama (1907)30 i Harry’ego Rountree (1908).

Te najwcześniejsze ilustracje, zwłaszcza drzeworyty Tenniela, częstokroć powtarzane przez licznych wydawców, weszły do popularnej ikonosfery europejskiego i amerykańskiego dziecka (głównie dziecka, chociaż wiadomo, że powieść ma podwójny adres), pomimo tego, że bywały i są rozmaicie oceniane31.

Alicja… trafiła na światową listę arcydzieł o największej poczytności i największym oddziaływaniu na kulturę, obok – bagatela! – Biblii i dramatów Szekspira. Przy tym dzieło Carrolla jako ilustratora rozsławiło przede wszystkim Tenniela, chociaż poddał się on niewątpliwie bardziej naturze własnych artystycznych przyzwyczajeń, niż naturze ilustrowanej prozy. Z perspektywy niniejszego tekstu istotniejsze jest jednak, że to Tenniel pozostaje pierwszym autorem wizualnego przedstawienia Dodo, a nie dodo, bohatera literackiego, a nie ptaka z rodziny drontowatych, chociaż tenże bohater literacki ma postać Raphus cucullatus. Status wyobrażeń Tenniela jest więc z oczywistych względów odmienny od statusu wizerunków dodo powstałych w poprzednich stuleciach.

Tenniel przedstawił Dodo dwukrotnie, idąc w ślad za treścią utworu Carrolla. Ptak pojawia się w zakończeniu drugiego rozdziału książki, gdzie wraz z innymi zwierzętami wpada do „kałuży łez”, ale rolę decydującą odgrywa w rozdziale trzecim, zatytułowanym Kumoterski wyścig i ogoniasta opowieść: wymyśla sposób osuszenia zwierząt, organizuje wyścig, określa zasady jego przebiegu i sposób nagradzania uczestników. Pierwsza ilustracja ukazuje, jak  wśród ociekającego wodą towarzystwa wysłuchuje opowieści Myszy, która znajduje się w centrum; Dodo należy tu do kręgu biernych słuchaczy. W kolejnym epizodzie to jednak on jest głównym bohaterem: wręcza Alicji nagrodę za udział w wyścigu – jej własny naparstek. Oboje stoją pośrodku sceny, a w tle, za mgłą, widać pozostałe zwierzęta. Dodo wygląda nobliwie – przyjmuje wyprostowaną postawę statecznego dżentelmena, podpiera się laseczką.

Prace Tenniela nie wyróżniają się specjalnie, ani in plus, ani in minus, na tle osiągnięć współczesnych mu ilustratorów. Uważane są, co prawda, za niesamodzielne, wzorowane na estetyce prac Grandville’a, ale zważywszy stylistykę nie wydają się najgorsze. Proweniencja estetyki, której hołdował Tenniel, nie jest zresztą jednoznaczna, można wskazać co najmniej kilka źródeł inspiracji. Jeśli chodzi o figurę dodo, to wzorem był dlań najprawdopodobniej, utrzymany w bogatej, „rajskiej” kolorystyce, obraz George’a Edwardsa z 1759 roku, przedstawiający go w otoczeniu innych ptaków32.


24. Zob. http://digicoll.library.wisc.edu/cgi-bin/DLDecArts/DLDecArts-idx?type=div&did=DLDECARTS.NATHISTED06.I0039&isize=M [dostęp: 25 lipca 2009 roku]


25. Zob. np.: http://image.sl.nsw.gov.au/cgi-bin/ebindshow.pl?doc=maps/a560;seq=16 [dostęp: 25 lipca 2009 roku]; mapa znajduje się w zbiorach State Library Nowej Południowej Walii.


26. Zob. http://www.peterbertau.de/svbp6c0c.jpg [dostęp: 25 lipca 2009 roku]


27. Podstawowe dane zob. na stronie muzeum: http://www.oum.ox.ac.uk/learning/htmls/dodgson.htm [dostęp: 30 sierpnia 2009 roku].


28. Nie wiem czy ktokolwiek badał systematycznie recepcję dodo w literaturze, w sztukach wizualnych (na tym gruncie jest ona stosunkowo rozległa) bądź w kulturze popularnej i czy – np. – istnieje antologia literatury na temat dodo; z tego właśnie obszaru pozwolę sobie przytoczyć przykład poetycki: Absurd, magnificent, and hunger / than swan or turkey-cock, this flightless antique pigeon / once roamed at his / anachronistic leisure / among the broad-leaved travelers’ trees and aloes / upon that manless isle, / dawnward from Madagascar, / which may have been old Pliny’s isle of Cerne. / Laying in peace the large, the one white egg / on the mat of woodland grass / through ages of that slothfull praradise, / the dodo flourlshed in his archaic fashion, / learning no need of wings and having but few feathers, / exempt from competition / save of his only fellow-islanders, / the wingless rail, the short-winged heron, / some curious doves and parroquets / and the fruit-gorging bat: / of which the well-winged have survived alone. / Then came the eastward-driving Portuguese, / the Dutch, the French, the English, / to try in turn the dodo’s meat, to find no mode / nor amount of cooking made it palatable, / and yet to leave of him no remnant / other than drawings, paintings, and a legend / or something great and harmless and grotesque . . . / And no one knows / what colonist it was who killed the last / of the prodigious brood, nor in / what century he earned his dim distinction . . . / So passers wonder / unnoted and unrumored from the earth. Twórcą wiersza jest Clark Ashton Smith (1893-1961), amerykański rzeźbiarz, malarz, poeta i prozaik, m.in. autor opowiadań fantastycznych. W minionej dekadzie ukazała się natomiast (2004), tłumaczona na polski, powieść brytyjskiego prozaika Geoffa Nicholsona Hollywoodzki dodo (przeł. Andrzej Jankowski, Poznań 2005); jeden z jej wątków stanowi opowieść o żyjącym w XVII wieku studencie medycyny, który dąży do ocalenia ostatniego egzemplarza ptaka.


29. Carroll, literacki debiutant, był niezwykle wymagającym autorem, dokładnie określającym warunki współpracy, co Tenniel, jako znany i uznany ilustrator, przyjmował z trudem; potrafił jednak postawić na swoim i doprowadzić do tego, że Carroll usunął jeden z rozdziałów drugiego tomu książki, kiedy on sam (Tenniel) orzekł, że osa w peruce nie ma racji bytu; tenże rozdział zaginął i pojawił się na aukcji w Sotheby’s dopiero  w 1974 roku, a w druku został włączony do całego dzieła trzy lata później; zob. uwagi autora ostatniego dotąd polskiego przekładu, Roberta Stillera: Wielebny w Krainie Czarów [wstęp do:] Lewis Carroll, Przygody Alicji w Krainie Czarów, przełożył z angielskiego (tekst poprawiony), wstępem i przypisami opatrzył Robert Stiller, z ilustracjami Johna Tenniela, Warszawa: Lettrex, 1990, s. 9 [pierwszą edycję tejże wersji przekładu ilustrował Dušan Kállay]; tamże więcej informacji o współpracy Carrolla z rytownikiem. Stiller wspomina również, że następcy Tenniela, Harry’emu Funissowi, autor Alicji… liczył ilość kresek przypadających na cal kwadratowy. Zob. ponadto: tenże, Powrót do Carrolla, „Literatura na Świecie” 1973, nr 5, s. 352.


30. O ilustracjach Rackhama (tym razem do Przygód Piotrusia Pana) Stiller pisze, że są przykładem „najohydniejszej z secesji” (Powrót do Carrolla, s. 354). Autor tych słów nie zna bodaj nieco późniejszego (New York, 1914; Londyn 1915) „dzieła” A. E. Jacksona, szaroburego, szkaradnego, wręcz odrzucającego. Na tle tych i wielu innych prób pozytywnie wyróżniają się skromne czarno-białe rysunki Harry’ego Rountree. Zob. też: The Illustrators of Alice in Wonderland and Through the Looking Glass, ed. Graham Ovenden, London: Academy Editions, 1972 (1979); Richard Dalby, The Golden Age Of Children’s Book Illustration, New York: Gallery Books, 1991. Ze znanych późniejszych realizacji przypomnę tylko prace Salvadora Dali z roku 1969. W Polsce Alicję… ilustrowało wielu artystów, w tym Olga Siemaszkowa (Nasza Księgarnia, Warszawa 1984), która, idąc za przekładem Antoniego Marianowicza, Dodo zastąpiła Gołębiem (il. na s. 47); ta sama autorka wykonała także kilka prac związanych z prozą Schulza (zob. reprodukcje w „Przeglądzie Artystycznym” 1972, nr 50). Jedne i drugie były niezbyt nieudane – zbyt usługowe wobec prozy, „grzeczne”, pozbawione tajemniczości. Ilustracje do Alicji… Stiller określił brutalnie jako wręcz „odrażające plastycznie i ubogie treściowo” (Powrót do Carrolla, s. 354); przyznał jednak, że proza Carrolla jest szczególnym wyzwaniem dla artystów (podobnie jak dla tłumaczy) i rzadko potrafią jej sprostać (s. 352).


31. Zob. Robert Stiller, Powrót do Carrolla, s. 352, gdzie autor pisze również o Tennielu jako „miernym rysowniku” i podkreśla, że jego wyobraźnia „[…] nie tylko nie jest miarodajnym komentarzem do wyobraźni Carrolla, ale wręcz przeciwnie! […]”.


32. Zob. reprodukcję: http://googlesearch.oucs.ox.ac.uk/search?site=oum&client=oum&proxystylesheet=oum&output=xml_no_dtd&q=edwards+dodo&Go=Go%21&domains=ox.ac.uk [dostęp: 30 sierpnia 2009 roku].