Sceny z Dodolandii

Małgorzata Kitowska-Łysiak

We wspomnianym tekście czytamy, że Schulz opisuje „[…] figurę troistą: ciało zamieszkiwane przez dwie dusze, czy też przez dwie istoty: przez półgłówka Doda i przez Zamurowanego, któremu czasem udaje się przedostać i przemówić nocnym krzykiem. Ten pierwszy zawiaduje ciałem, z którego nie potrafi korzystać, ten drugi – Zamurowany – pozbawiony wszelkiej fizyczności, nie ma dostępu do świata. Ale to ciało – tak źle kierowane przez Doda – żyje jakby własnym rozpędem, realizuje wpisany w nie scenariusz i przemienia się w taki sposób, jakby Zamurowany żył pełnią życia, a ono zapisywało jego życiowe doświadczenia”. Czy w Zamurowanym nie można widzieć ducha zmarłego, który usadowił się w ciele Doda, zawładnął nim i kieruje niezależnie od jego woli i fizycznych możliwości?

Zamurowany nosi w sobie minione, przeszłość, historię. Być może Schulz syntetyzuje tu na mocy wyobraźni – a więc zgodnie z logiką swojej pisarskiej praktyki – „fakty historyczne”, konkrety o rozmaitej genezie i proweniencji. Czy jest świadomy, że odwołuje się nie tylko do imienia swojego krewniaka, ale także do postaci biblijnej, że niejako sakralizuje realną postać? Niezwykle interesujące światło na ów fakt rzuca, traktowana jako potwierdzenie potęgi Izraela, inskrypcja na tak szczególnym „dokumencie”, jakim jest – znany już za życia pisarza (odkryty w 1868 roku) – datowany na IX wiek przed Chrystusem Kamień Moabicki (Stela Meszy). Większość pojawiających się w tekście imion i nazw występuje także w Starym Testamencie; dotyczy to również imienia Dawid, które jest tłumaczone jako pochodzące od słowa dode, co oznacza „umiłowany” lub „wujek”8Jako słowo pokrewne w inskrypcji  występuje Dodo, którego tożsamość nie została zidentyfikowana; przyjmuje się, że imię to nosiło bóstwo izraelskie.

Zarazem Schulzowski opis, jak i charakterystyka i koleje losu bohatera, podobnie jak i charakterystyka eksperymentatorskich tworów Jakuba (owych „źle wypchanych sępów i kondorów”), przypominają wygląd i koleje losu tajemniczego, wymarłego ptaka dodo9Dodo to przecież także rzeczownik pospolity, oznaczający gatunek nielotów (Raphus cucullatus; u Linneusza Didus ineptus) z rodziny drontów, które wyginęły pod koniec XVII wieku. Według współczesnych uczonych, dodo był w ogóle jedynie przerośniętym gołębiem (krewnym gołębia nikobarskiego z południowo-wschodniej Azji i gołębia zębacza z Samoa10) i nie miał w sobie nic nadzwyczajnego, o ile nie liczyć tzw. efektu wyspy, który polega na tym, że na oderwanym od kontynentu kawałku lądu duże zwierzęta maleją, a małe rosną. Dodo byłby zatem wyolbrzymionym gołębiem, co – zważywszy jego gabaryty11 – nie jest jednak całkiem zwyczajne. Miał błękitnoszarawe ubarwienie, co przekazują jego liczne wizerunki, a jako ciekawostkę dodam, że zachowała się także podobizna dodo albinosa – malowali go między innymi Pieter Holsteyn (1580-1662) i Pieter Withoos (1654-1693). A więc i taki wariant istniał (?). W przypadku dodo wszystko jest możliwe. Nie jest to, co prawda, stuprocentowy przykład Borgesowskiej, „istoty zmyślonej”, ale status ma niepewny; jest bowiem od dawna niczym okaz z „muzeum wycofanych rodzajów”, z „rupieciarni Raju ptasiego” (Noc wielkiego sezonu, s. 110). Oddziałuje na wyobraźnię bardziej niż dinozaury, ponieważ stał się archetypem istoty, której bezmyślny człowiek zgotował tragiczny los. Jest zabytkiem-świadkiem czasów szczęśliwych, bezgrzesznych. W tejże właśnie perspektywie Schulz lokował ptasie plemię stworzone przez Ojca-Demiurga. Ale, czy przez to, że losy jego wytworów okazały się marne, pisarz chciał powiedzieć, że jedynym prawdziwym, nie-sztucznym światem był świat nietkniętej przez człowieka natury, ów świat powołany przez Stwórcę do życia dnia piątego, poprzedzającego dzień stworzenia człowieka? Wraz z pojawieniem się tego ostatniego wszystko degeneruje się, wyrodnieje, zamiera. Domorośli uzurpatorzy nie mają dość mocy, aby od-tworzyć – zgodnie z ideą „wtórej demiurgii” istniejąca materia jest przetwarzana, poddawana re-kreacji, a nie wykreowywana z „niczego” – ów pierwotny Raj. Inspirują jedynie osobliwe „zmartwychwstanie ciał” – niekompletnych, kalekich, pałubiastych. Nie mają one wiele wspólnego z istotami (ptakami), które w wielu kulturach symbolizują duszę, uduchowienie itp., a co za tym idzie – sublimację.

Powracając do ptaka dodo, należy podkreślić, że pisarz nigdy nie wykorzystuje jego nazwy pospolitej, zawsze operuje nazwą własną (Dodo), a tym samym metaforą – ptak jest „analogonem” bohatera literackiego, wręcz „człowiekiem metaforycznym”, jak powiedziałby Lévi-Strauss. Nomen omen, nieco podobnie jak w przypadku Jakuba, o którym czytamy, że jego ciało miało swój „analogon” w ciele kondora (kondor to wręcz – pisze Schulz w opowiadaniu Ptaki – „starszy brat” Jakuba, s. 23)12, ciało Dodo wydaje się mieć odpowiednik w ciele dodo. Zbieżności się tu zresztą piętrzą: sylwetki kondora (sępa) i ptaka dodo, ale także indyka, który przecież u Schulza również jest obecny (notabene, o dodo pisano niekiedy per „indykowaty”), są podobne. Ptaki wyglądają – mówiąc słowami Bachelarda – jak „źle skrojone żywoty”: są niezgrabne, a do tego mają „haczyste”13, niczym u gryfów, ciężkie dzioby, „podobne do kłódek i zamków” (Noc wielkiego sezonu, s. 11014), co przywodzi na myśl monstra ze średniowiecznych bestiariuszy.

Chociaż więc topografia ciała dodo w świecie wspomnianych ptaków nie jest niezwyczajna, różni go od pozostałych coś znacznie bardziej istotnego: jest ptakiem wymarłym, tajemniczym, należy wyłącznie do przeszłości. W odniesieniu do prozy Schulza przypadek, o którym mówię, jest wyjątkowy z jednego jeszcze względu: tylko tam mamy bowiem do czynienia ze swoistą symetrią – właśnie tam, gdzie Schulz ptasie imię nadaje ludzkiemu/męskiemu bohaterowi; i nie jest to wyłącznie związek, by tak rzec, fonetyczny.


8. Podaję za: wikipedia; zob. też: Stanisław Gądecki, Archeologia biblijna, 1994, t. 1, ss. 312, 313. W objaśnieniach do tekstu inskrypcji czytamy: „Biblijne imię Dawid (דוד lub דויד) oznacza dosłownie umiłowany i pochodzi od słowa dode (דוד lub דד), które również oznacza umiłowany, bądź też wujek. Słowami pokrewnymi są doda (דודה), tj. ciotka oraz imię Dodo (דודו) o znaczeniu jego umiłowany. Stąd też sceptycy bardzo niechętnie odnoszą zwrot דודה ze Steli Meszy do biblijnego króla Dawida […]. Zamiast używać zwrotu ołtarz Dawida badacze często tłumaczą go jako ołtarz Dodo/Daduy (gdzie Dodo jest jakimś nieznanym bóstwem izraelskim), ołtarz jego umiłowanego (jako nawiązanie do Jahweh, umiłowanego Izraelitów), bądź też ołtarz jego wujka”.


9. Literatura na temat dodo jest obszerna, zob. nphttp://www.potomitan.info/dodo/c25.php [dostęp: 4 sierpnia 2009 roku]; tamże bardzo liczne reprodukcje.


10. Początkowo dodo uważano za spokrewnionego z papugami lub strusiami; dopiero badania szkieletu w 1860 roku sprawiły, że uznano go za gołębiowatego. Potwierdziły to XX-wieczne badania DNA, chociaż materiał do nich był bardzo skromny. Niedawno, w 2007 roku, odkryto na Mauritiusie, tym razem zachowany w jaskini, a więc we względnie dobrych warunkach, kompletny szkielet, który służy do dalszych weryfikacji.


11. Obraz ptaka, do jakiego przyzwyczaiła nas ikonografia, kwestionują współcześni uczeni i idące w ślad za ich obserwacjami rekonstrukcje, wedle których miał on dłuższe nogi i mniejszy, lżejszy korpus, a co za tym idzie – był stosunkowo smukły, jak na dużego ptaka; miał zatem sylwetkę bliższą tej, którą opisali i narysowali jego odkrywcy, niż – w zapośredniczonych wizerunkach – utrwalili ich następcy.


12. Szczegółowo omawia ów wątek Andrzej Ossowski w cytowanym artykule Drohobyckie bestiarium, s. 81 i n.; autor akcentuje spokrewnienie ojca właśnie z ptakiem drapieżnym, kondorem i sępem („kondory są nazywane często sępami Nowego Świata”, s. 82), ptakami nieczystymi – padlinożercami. Idąc dalej tym tropem, można bodaj powiedzieć, że genezyjski program Jakuba oparty jest na idei przetworzenia „padliny” materii. Z drugiej  strony, sęp pełni rolę sanitarną. Generalnie symbolika ptaka jest ambiwalentna; zob. Barbara Szczepanowicz, Andrzej Mrozek, Atlas zwierząt biblijnych. Miejsce w Biblii i symbolika, Kraków 2007, s. 138; literaturę dotyczącą symboliki ptaków podaje również: Paweł Próchniak, „Ptaki zacierają…”, s. 24. Nb. sępy występowały kiedyś bardzo licznie na terenie dzisiejszego Izraela. Natomiast powracając do ornitologicznej symboliki u Schulza, trzeba dodać, że również panienki sklepowe należą do Genus avium; w Manekinach  ojciec mówi o nich: „Genus avium… jeśli się nie mylę, scansores albo pistacci […]” (s. 32).


13. Zob. niezwykle barwny opis ścierwojadów w: Hipolit Witowski, Historya naturalna […] dla użytku szkolnego i domowego użytku młodzieży […], Lwów 1840, s. 160. W tym samym niemal czasie o ptaku dodo w artykule O droncie samotniku i urojonym ptaku nazareńskim („Biblioteka Warszawska” 1849, t. II) pisał u nas Antoni Waga, zoolog, pasjonat ornitologii i entomologii, nb. nauczyciel Norwida. Za informację gorąco dziękuję Panu Janowi Gondowiczowi; niestety, nie zdążyłam jej należycie wykorzystać.


14. W tymże opowiadaniu Schulz wielokrotnie porównuje sklep z ptaszarnią: ojciec siedzi na tyłach sklepu „jak w ptaszarni”, czytamy o „gołębnikach registratur”, o tym, że „gniazda i dziupla pełne były świergotu cyfr” (s. 100).