Sceny z Dodolandii

Małgorzata Kitowska-Łysiak

Przypisy do imaginarium Brunona Schulza.

Schulzowska „ornitopeja”1

Ornitologiczne zainteresowania Brunona Schulza są znane, były kilkakrotnie relacjonowane i komentowane2, a jednak wydaje się, że warto do nich powrócić. Chociażby po to, aby postawić pytanie skąd pisarz czerpał swoją wiedzę na ptasie tematy. Ale nie tylko w tym celu.

Schulz był najwyraźniej zafascynowany ptakami, które w jego prozie pojawiają się częściej niż inni przedstawiciele świata fauny. Ptaki niejako wyznaczają rytm Sklepów cynamonowych, a przynajmniej zawiązują dramaturgię i ją, by tak rzec, rozwiązują; wydarzenia z ich udziałem stanowią klamry losów głównego bohatera, Jakuba. Już na początku pierwszego tomu prozy, w trzecim opowiadaniu zatytułowanym wprost Ptaki3, pojawia się niezwykle wymowny obraz Ojca, który – w odpowiedzi na nudę długich zimowych dni – zakłada na strychu „wylęgarnię jaj”, gdzie hoduje egzotyczne okazy.

„Z wielkim nakładem trudu i pieniędzy sprowadzał ojciec z Hamburga, z Holandii, z afrykańskich stacyj zoologicznych zapłodnione jaja ptasie, które dawał do wylęgania ogromnym kurom belgijskim” – czytamy (s. 23)4. To niewinne hobby z czasem przeobraża się w pasję eksperymentatora-kreatora, który w swoim laboratorium – niczym doktor Frankenstein – prowadzi doświadczenia zmierzające do stworzenia nowych istot. I podobnie jak Frankenstein stworzył monstrum ludzkie, tak Jakub tworzy monstra ptasie: niepodobne do niczego, tandetne, kalekie, skażone błędem człowieka aspirującego do pozycji i rangi Demiurga.

Potomstwo tej dziwacznej hałastry powraca w niemal ostatnim obrazie Nocy wielkiego sezonu (pierwodruk: 1934, właśc. 1933, w tomie opowiadań), ostatniego opowiadania ze Sklepów cynamonowych: nadlatuje nad miasto jako „kolorowa wysypka”. Składa się z samych dziwolągów, budzących jednak wzruszenie swego stwórcy, chociaż są to tylko stworzenia papierowe i ślepe. Znajdują się w tej grupie ptaki stanowiące „nieudolne konglomeraty skrzydeł, potężnych nóg i oskubanych szyj”, przypominające „źle wypchane sępy i kondory, z których wysypują się trociny” (s. 109).  Ich wizualna atrakcyjność nie przekłada się jednak na trwałość. Są to bowiem ledwie pałuby, które, podobnie jak cały świat „nocy wielkiego sezonu”, zostały dotknięte „zarazą zmierzchu”: zapowiadają kres, nieuchronny koniec (świata). Dowiadujemy się, że pod presją owej „zarazy” wszystko „wnet butwiało, czerniało, rozpadało się w próchno” (s. 102). Ptaki poruszają się, co prawda, „wzniosłym lotem”, „majestatycznymi liniami cichych bujań” (s. 109), ale co to za majestat, skoro są „zwyrodniałe” i „wybujałe”, zdegenerowane i „zmarniałe wewnętrznie”. „Wystrzelone głupio wzrostem, wyogromnione niedorzecznie, [plemię to] było wewnątrz puste i bez życia” (s. 110) – pisze autor. Ów diametralny kontrast pomiędzy aspiracjami i możliwościami ornitofauny nie wróży nic dobrego: kilku wesołków kamieniami przeistacza ptasie niebo w stos padliny. Dopiero teraz
w pełni ujawnia się stwórcza niemoc Ojca: lichota, bylejakość, tandeta, śmieszność jego kreacji. Oto parodia piątego dnia stworzenia. To ambicje Jakuba, nie poparte kompetencjami, są powodem ptasiej zagłady; jego demiurgiczne aspiracje nie prowadzą do pomnożenia dobra, a wręcz przeciwnie: prowokują zło. Wydaje się, że wątek ten można odczytywać jako ślad Schulzowskich zainteresowań gnostycyzmem5.

Innym tekstem, który trzeba tutaj wskazać, jest opowiadanie Dodo zawarte w tomie Sanatorium pod Klepsydrą (pierwodruk: „Tygodnik Ilustrowany” 1935, nr 2, s. 33-356). Jak zauważył Jerzy Ficowski, pierwowzorem głównego bohatera, noszącego tytułowe imię, był kuzyn pisarza, Dawid Heimberg, syn ciotki pisarza, Reginy (literackiej Retycji). Imię Dodo jest tutaj najprawdopodobniej imieniem domowym Heimberga, rzeczywistym zdrobnieniem imienia Dawid7.

Wydaje się jednak, że Dodo ukształtowany został tyleż na kształt Dawida Heimberga, co na wzór i podobieństwo zupełnie innej figury. Zanim jednak do niej przejdę, przypomnę, że ów bohater ma w opowiadaniu „ciało półgłówka”. Jest „niejako wycofany z obiegu”, co stanowi skutek defektu mózgu spowodowanego przebytą w dzieciństwie chorobą. Czytamy, że w momencie, gdy tracił on zainteresowanie rozmówcy, „spadał z powrotem do właściwej sobie roli statysty i biernego obserwatora”. W swojej dziwności był wyjątkowy: „wyjątkowość jego losu rosła z nim razem, jakby sama przez się zrozumiała”, chociaż była to wyjątkowość „zamarginesowa”. Co ciekawe, ta „[…] uprzywilejowana wyjątkowość została wyśledzona, zwęszona drapieżnie przez chytrze zaczajoną i zawsze głodną żeru złośliwość ludzką”. Postać tę przenikliwie zinterpretował Stanisław Rosiek (zob. hasło w Słowniku schulzowskim), wskazując na jej dybukowatość, chociaż nie odwołując się bezpośrednio do tego pojęcia.


1. Używam tu określenia Jerzego Ficowskiego; zob. tenże, [Wstęp do:] Bruno Schulz, Ilustracje do własnych utworów, zebrał, opracował, słowem wstępnym opatrzył Jerzy Ficowski, Warszawa 1992, s. 11.


2. Zob.: Andrzej Ossowski, Drohobyckie bestiarium, w: Bruno Schulz. In memoriam. 1892-1942, pod red. Małgorzaty Kitowskiej-Łysiak, Lublin 1992, s. 79-99; Paweł Próchniak, Ptaki zacierają tu ślady. Notatki o jednym opowiadaniu Brunona Schulza, w: „W ułamkach zwierciadła…” Bruno Schulz – w 110. rocznicę urodzin i 60. rocznicę śmierci, pod red. Małgorzaty Kitowskiej-Łysiak i Władysława Panasa, Lublin 2003, s. 19-34.


3. Pierwodruk: „Wiadomości Literackie” 1933, nr 52, s. 3; opowiadanie ukazało się pod błędnym imieniem autora, który wystąpił jako Bronisław; zob. uwagi Stanisława Rośka, kryptonimowanego jako (sr), w: Słownik schulzowski, oprac. i red. Włodzimierz Bolecki, Jerzy Jarzębski, Stanisław Rosiek, [Gdańsk 2002],
s. 296-297.


4. Wszystkie cytaty z prozy Schulza lokuję w edycji: Opowiadania. Wybór esejów i listów, oprac. Jerzy Jarzębski, wyd. 2 przejrzane i uzupełnione, Wrocław-Warszawa-Kraków 1998; w tekście głównym w nawiasach półokrągłych podaję tylko numery stron.


5. Na temat gnostycyzmu w prozie Schulza zob. Artur Jocz, Bruno Schulz, czyli o gnostycznej pokusie literatury, w: „W ułamkach zwierciadła…”, s. 273-288.


6. Wedle badaczy, opowiadanie powstało jednak wcześniej, w latach 20.; zob.: (sr) [Stanisław Rosiek], Dodo [hasło w:] Słownik schulzowski, s. 85.


7. Analogicznie np. Dawid (Dodo) Abaszydze.